wtorek, 10 lutego 2026

Recenzja Mactätus „Blot”

 

Mactätus

„Blot” (reissue)

ATMF 2026

Między latami 1989-1993 sekstet ten funkcjonował jako Blasphemy, aby następnie przekształcić się w Mactätus. „Blot” jest ich debiutem, którego odświeżoną wersję zdecydował się przypomnieć ten włoski label. Norwedzy wydali go pierwotnie w 1997 roku, czyli wtedy, kiedy ten gatunek zaczął mocno pikować w dół. Niestety nawet po latach to słychać, ponieważ to typowe, symfoniczne bądź atmosferyczne ujęcie black metalu dla ówczesnego okresu. Zbiór zadzierżystych riffów, które doprawiono sporym ładunkiem zimnych tremolo i wzmocniono silną sekcją rytmiczną. Całości oczywiście towarzyszą zaciekłe wokale i syntezatorowe pasaże, które nadają temu materiałowi dzikości i północno-europejskiej baśniowości. To w gruncie rzeczy swego rodzaju fuzja, która łączy w sobie, leśno-sataniczną agresywność z norweskim monumentalizmem. Pierwsza objawia się we wspomnianych zadzierżystościach, które zsyłają trochę szronu i bujają we właściwy dla tamtego rejonu sposób. Jest wtedy mrocznie i diabolicznie, ale nie do przesady. Ta druga cecha wyłazi podczas melodyjnych fragmentów, w których dominują bajkowe chwytliwości, podbite klawiszowym podkładem. Brzmi on trochę jak w epickich filmach i chwilami przechodzi w dungeon-synth, co bywa nie do zniesienia. Cóż, Mactätus na „Blot” wyraźnie nawiązywał do wczesnego Satyricon i Dimmu Borgir, tworząc skondensowaną mieszankę tych dwóch, co mogło się wtedy podobać. Pomijając gusta, mogę jedynie stwierdzić, że nie przetrwał próby czasu. Nieustannie płyta ta jest stereotypowym wydawnictwem z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, które nie odznacza się niczym szczególnym. Jest to dość ugrzeczniona diabelszczyzna, która puszcza oczko do całego spektrum odbiorców. Nikomu krzywdy nie czyniąc sypie śniegiem i rozczulającymi melodiami. Będąc ani zbytnio bombastycznym, ani nazbyt dzikim materiałem, doskonale wpisywał się w tamten trend i tak też czyni dzisiaj. Bez wyraźnego charakteru, nie narzucając się, spokojnie płynie w przestrzeń, przypominając o „zmierzchu bogów”.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz