Mactätus
„Blot”
(reissue)
ATMF 2026
Między
latami 1989-1993 sekstet ten funkcjonował jako Blasphemy, aby następnie
przekształcić się w Mactätus. „Blot” jest ich debiutem, którego odświeżoną
wersję zdecydował się przypomnieć ten włoski label. Norwedzy wydali go
pierwotnie w 1997 roku, czyli wtedy, kiedy ten gatunek zaczął mocno pikować w
dół. Niestety nawet po latach to słychać, ponieważ to typowe, symfoniczne bądź
atmosferyczne ujęcie black metalu dla ówczesnego okresu. Zbiór zadzierżystych
riffów, które doprawiono sporym ładunkiem zimnych tremolo i wzmocniono silną
sekcją rytmiczną. Całości oczywiście towarzyszą zaciekłe wokale i syntezatorowe
pasaże, które nadają temu materiałowi dzikości i północno-europejskiej
baśniowości. To w gruncie rzeczy swego rodzaju fuzja, która łączy w sobie,
leśno-sataniczną agresywność z norweskim monumentalizmem. Pierwsza objawia się
we wspomnianych zadzierżystościach, które zsyłają trochę szronu i bujają we
właściwy dla tamtego rejonu sposób. Jest wtedy mrocznie i diabolicznie, ale nie
do przesady. Ta druga cecha wyłazi podczas melodyjnych fragmentów, w których
dominują bajkowe chwytliwości, podbite klawiszowym podkładem. Brzmi on trochę
jak w epickich filmach i chwilami przechodzi w dungeon-synth, co bywa nie do
zniesienia. Cóż, Mactätus na „Blot” wyraźnie nawiązywał do wczesnego Satyricon
i Dimmu Borgir, tworząc skondensowaną mieszankę tych dwóch, co mogło się wtedy
podobać. Pomijając gusta, mogę jedynie stwierdzić, że nie przetrwał próby czasu.
Nieustannie płyta ta jest stereotypowym wydawnictwem z drugiej połowy lat
dziewięćdziesiątych, które nie odznacza się niczym szczególnym. Jest to dość
ugrzeczniona diabelszczyzna, która puszcza oczko do całego spektrum odbiorców.
Nikomu krzywdy nie czyniąc sypie śniegiem i rozczulającymi melodiami. Będąc ani
zbytnio bombastycznym, ani nazbyt dzikim materiałem, doskonale wpisywał się w
tamten trend i tak też czyni dzisiaj. Bez wyraźnego charakteru, nie narzucając
się, spokojnie płynie w przestrzeń, przypominając o „zmierzchu bogów”.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz