Kadavereich
„Perversa Mysteria”
Godz ov War 2026
No proszę, chciałem to mam. Jeśli pamiętacie, jakieś
pięć lat temu Godz ov War wydało EP-kę tego rosyjsko - ukraińskiego tworu,
którą to zresztą mocno tutaj polecałem, mając nadzieję, że kolejnym uderzeniem
zespół potwierdzi swoją wartość. W międzyczasie panowie przenieśli się za naszą
zachodnią granicę, być może z powodów politycznych, ale ostatecznie słowo
ciałem się stało, i ponownie nakładem krajowego wydawcy, światło dzienne ujrzy pełen materiał Kadavereich. Jest on w prostej linii kontynuacją stylu znanego z
„Radiance of Doom”. O ile w tematyce deathmetalowej wszystko w zasadzie zostało
już powiedziane, to jednak co jakiś czas pojawiają się zespoły, które potrafią
zagrać „piosenki znane i lubiane” po swojemu. I nie chodzi mi w tym przypadku o
kopiowanie, w nawet niewiadomo jak udany sposób, któregokolwiek z klasyków, czy
nawet odłam, a twórczość opartą na wielu wzorcach. Kadavereich to taki potwór,
który niejedno pożarł, i właśnie tym wszystkim na nas rzyga. Już sam wstęp do
otwierającego album „Perversion of the Mysteries” wiele mówi. Niby marszowe
rytmy, sugerujące, że za chwilę spadnie nam na głowę tona napalmu, a jednak
okraszone melodią z zupełnie innej bajki. To jedynie mała zapowiedź, bo na
„Perversa Misteria” namieszane zostało z rozmachem. Chwilami wystawieni
jesteśmy na typowo warmetalowe kanonady, gdzie tynk się sypie ze ścian, i
nigdzie nie widać ratunku, by za chwilę linie gitarowe kompletnie nas przestroiły
nutą na podobieństwo Impetuous Ritual czy Portal. Zresztą sposobów kostkowania
usłyszycie tutaj co najmniej kilka. Poza wspomnianymi, bezlitosnymi harmoniami,
wymyślonymi onegdaj przez Blasphemy, przez australijskie zawijasy, mocarne,
rytmiczne akordy a’la Funebrarum, po zaciągi z Florydy, Nowego Yorku i okolic.
A to wszystko tak umiejętnie scalone w nierozerwalny monolit, tak soczyście
polane smołą, tak genialnie poskładane, że nic tylko przyklasnąć. Gęstość tych
dźwięków to prawdziwa lawa, i bynajmniej różnicy żadnej nie czyni, czy panowie
akurat gnają przed siebie na pełnej prędkości, czy zwolnią ostro niczym
przestrzegający przepisów drogowych kierowca przed znakiem „stop”, ale
bynajmniej nie zlewająca się jedynie w parującą masę. Jeśli bowiem chodzi o
selektywność, to wszystko tutaj jest idealnie wręcz selektywne. Oczywiście w
stylu organicznym, nie szpitalnym. Do tego wszystkiego dorzucono naprawdę
potężne wokale, pogłębiające przesączającą całość grozę. Znalazło się tu
miejsce także dla kapki klawiszy, użytych jednak bardzo oszczędnie, i nie jako
pozytywka w tle, a budującego napięcie instrumentu, wybrzmiewającego gdzieś w
oddali niczym syrena alarmowa. Cholernie mocny album nagrali panowie z
Kadavereich. O ile EP-ka dawała jeszcze jakieś szanse na przetrwanie, tak
tutaj, kiedy wybrzmiewa ostatni dźwięk, żywej duszy nie widać po sam horyzont.
Wszędzie tylko ogień, dym, zgliszcza i przenikające wszystko promieniowanie.
Totalna zagłada.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz