czwartek, 12 lutego 2026

Recenzja Kadavereich „Perversa Mysteria”

 

Kadavereich

„Perversa Mysteria”

Godz ov War 2026


No proszę, chciałem to mam. Jeśli pamiętacie, jakieś pięć lat temu Godz ov War wydało EP-kę tego rosyjsko - ukraińskiego tworu, którą to zresztą mocno tutaj polecałem, mając nadzieję, że kolejnym uderzeniem zespół potwierdzi swoją wartość. W międzyczasie panowie przenieśli się za naszą zachodnią granicę, być może z powodów politycznych, ale ostatecznie słowo ciałem się stało, i ponownie nakładem krajowego wydawcy, światło dzienne ujrzy pełen materiał Kadavereich. Jest on w prostej linii kontynuacją stylu znanego z „Radiance of Doom”. O ile w tematyce deathmetalowej wszystko w zasadzie zostało już powiedziane, to jednak co jakiś czas pojawiają się zespoły, które potrafią zagrać „piosenki znane i lubiane” po swojemu. I nie chodzi mi w tym przypadku o kopiowanie, w nawet niewiadomo jak udany sposób, któregokolwiek z klasyków, czy nawet odłam, a twórczość opartą na wielu wzorcach. Kadavereich to taki potwór, który niejedno pożarł, i właśnie tym wszystkim na nas rzyga. Już sam wstęp do otwierającego album „Perversion of the Mysteries” wiele mówi. Niby marszowe rytmy, sugerujące, że za chwilę spadnie nam na głowę tona napalmu, a jednak okraszone melodią z zupełnie innej bajki. To jedynie mała zapowiedź, bo na „Perversa Misteria” namieszane zostało z rozmachem. Chwilami wystawieni jesteśmy na typowo warmetalowe kanonady, gdzie tynk się sypie ze ścian, i nigdzie nie widać ratunku, by za chwilę linie gitarowe kompletnie nas przestroiły nutą na podobieństwo Impetuous Ritual czy Portal. Zresztą sposobów kostkowania usłyszycie tutaj co najmniej kilka. Poza wspomnianymi, bezlitosnymi harmoniami, wymyślonymi onegdaj przez Blasphemy, przez australijskie zawijasy, mocarne, rytmiczne akordy a’la Funebrarum, po zaciągi z Florydy, Nowego Yorku i okolic. A to wszystko tak umiejętnie scalone w nierozerwalny monolit, tak soczyście polane smołą, tak genialnie poskładane, że nic tylko przyklasnąć. Gęstość tych dźwięków to prawdziwa lawa, i bynajmniej różnicy żadnej nie czyni, czy panowie akurat gnają przed siebie na pełnej prędkości, czy zwolnią ostro niczym przestrzegający przepisów drogowych kierowca przed znakiem „stop”, ale bynajmniej nie zlewająca się jedynie w parującą masę. Jeśli bowiem chodzi o selektywność, to wszystko tutaj jest idealnie wręcz selektywne. Oczywiście w stylu organicznym, nie szpitalnym. Do tego wszystkiego dorzucono naprawdę potężne wokale, pogłębiające przesączającą całość grozę. Znalazło się tu miejsce także dla kapki klawiszy, użytych jednak bardzo oszczędnie, i nie jako pozytywka w tle, a budującego napięcie instrumentu, wybrzmiewającego gdzieś w oddali niczym syrena alarmowa. Cholernie mocny album nagrali panowie z Kadavereich. O ile EP-ka dawała jeszcze jakieś szanse na przetrwanie, tak tutaj, kiedy wybrzmiewa ostatni dźwięk, żywej duszy nie widać po sam horyzont. Wszędzie tylko ogień, dym, zgliszcza i przenikające wszystko promieniowanie. Totalna zagłada.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz