wtorek, 24 lutego 2026

Recenzja Overtoun „Death Drive Anthropology”

 

Overtoun

„Death Drive Anthropology”

Time To Kill Rec. 2026

Dziś znów zaglądamy do Chile. Jakoś tak w ostatnim czasie sporo było u nas recenzji płyt z tamtego zakątka świata, no ale co poradzisz… Overtoun pochodzą z Santiago, a “Death Drive Anthropology” jest ich już trzecim dużym krążkiem. Jakoś dotychczas nie było mi z nimi po drodze. Może dlatego, że na słowo „progressive” reaguję jak alergik na pyłki, co nie znaczy, że gatunku bardziej technicznego grania unikam za wszelką cenę. Tym bardziej, jeśli okazuje się, że dany zespół ma naprawdę wiele w temacie do powiedzenia. A Overtoun mają, oj mają. Przede wszystkim, to młode chłopaki, a instrumenty opanowane mają jak starzy wyjadacze. Dzięki temu, wszelkie pokręcone pomysły, które przychodzą im do głowy mogą z łatwością przelać na pięciolinię. To, co wysmażyli na „Death Drive Anthropology” to muzyka niezwykle bogata i, co najważniejsze, dojrzała. Bo ze słowem oryginalna już za mocno bym nie szarżował. Albo inaczej… Można w tych dwunastu kompozycjach doszukać się (acz naprawdę bez głębokiego kopania) inspiracji płynących od Death, Pestilence, Cynic, Sadus, Testament (z tego bardziej deathmetalowego okresu) czy Atheist. Nie jest to jednak, nawet w najmniejszym stopniu próbą kalkowania pomysłów wyżej wymienionych klasyków. Przede wszystkim, muzyka Overtoun jest nieprzewidywalna, wymykająca się powszechnym standardom czy kategoryzacji. Nie ma na tym albumie trzymania się muzycznych ram czy schematów. Nawet jeśli główny kręgosłup owych nagrań stanowi faktycznie death / thrash, to taka łatka jest to sporym uproszczeniem, a na pewno o muzyce Chilijczyków mówi niewiele. Chłopaki tak fantastycznie poruszają się bowiem w ramach tych (oraz pobocznych) gatunków, niemal po wszystkich ich odłamach, że mimo tak opisanej szufladki, oni jednocześnie bardzo wyraźnie i mocno z niej wystają. Ilość zwrotów akcji, płynnych przejść między riffami, zmian tempa, pojawiających się ozdobników, a przede wszystkim technicznych zawijańców sprawia, że album ten co chwilę czymś zaskakuje. A najlepsze jest to, że teoretycznie skrajnie odmienne stylistycznie patenty muzycy potrafią tak ze sobą połączyć, iż tworzą one nierozerwalny monolit. Nie będę w tym miejscu przytaczał konkretnych przykładów, bo tu się od nich roi, i w zasadzie musiałbym dokonywać dysekcji każdego kawałka, a to już mija się z celem, bo to ma być recenzja a nie prosektorium.  Dodam jeszcze tylko, że osobne słowo pochwały należy się wokalom, równie barwnym co sama muzyka, i równie trafnie dobranych do nastroju danej kompozycji, czy jej fragmentu. „Death Drive Anthropology” to encyklopedia riffów, melodii, aranży, niestandardowych rozwiązań i wokalnych możliwości. To album na wiele odsłuchów, bo jego eksploracja nie jest „misją błyskawiczną”. Gdyby wszystkie zespoły z gatunku „progressive cośtam” grały z podobnym luzem twórczym i inteligencją co Overtoun, byłbym oddanym fanem. Z drugiej strony, lepsze takie rodzynki, którymi można się delektować w nieskończoność, niż przesyt. Absolutnie fantastyczna płyta!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz