Slaughterday
„Dread
Emperor”
Testimony Rec. 2026
Znacie ten band, w którego skład wchodzą dwaj Niemcy
o długości włosów na twarzy i głowie odwrotnie proporcjonalnej do
staroszkolnych standardów? Jakimś cudem, mimo iż kolesie wydają właśnie swój
piąty album, nigdy nie zagościli na łamach Apo. Choćby dlatego postanowiłem
skrobnąć o ich muzyce kilka słów, nawet jeśli nowe wydawnictwo nie wnosi do
całokształtu twórczości Slaughterday niczego nowego. Tak samo, jak twórczość
tego tworu nie wniosła niczego nowego w kanony gatunku. Nie innowacyjność jest
jednak w tym przypadku sprawą kluczową. Bo jeśli zespół otwarcie czerpie
inspiracje z znanych i uznanych klasyków, to i po co im jakieś niepotrzebne wygibasy.
A Slaughterday jest takim właśnie kultywatorem staroszkolnych tradycji.
Tradycji wykreowanych przez szkołę amerykańską i europejską, w równomiernym, w
tym przypadku, połączeniu. Gdyby sprawy upraszczać do minimum, można bez
ogródek powiedzieć, że panowie są potomstwem Grave i Autopsy. W sposób idealny
łączą bowiem w swojej twórczości ciężar i brud obu tych kapel, i robią to
naprawdę z klasą, a przede wszystkim bez dosłownego kopiowania klasyków. Na
„Dread Emperor” znajdziemy ciężkie melodie, z naciskiem na słowo „melodie”
właśnie. To nie jest li dudnienie, czy wbijanie w czaszkę pięciokilowego młota.
Tutaj w pas kłania się ta staroszkolna gracja. Proste d-beaty, rytmiczne
akordy, ale jednocześnie coś, co momentalnie wpada do głowy i skłania ją do
epileptycznych podrygów. Nikt tutaj z wiatrem się nie ściga, bo kompozycje
Niemców utrzymane są w tempie słusznym, ale stonowanym. Zdecydowanie więcej
uwagi muzycy poświęcili temu, by ich numery nie nudziły. Stąd też nie ma w tym
przypadku grania na jedno kopyto, czy trzymania się jednego akordu przez cały
kawałek. Zresztą nawet od wspomnianych inspiracji też zdarzają się lekkie
odchyły. Jak choćby w „Subconscious Pandemonium”, gdzie znajdziemy riff niemal
djentowy. Albo „Dethroned”, kawałek na dobrą sprawę punkowy, wyśmienicie
bujający, wpadający w GG Allin’owy vibe. Chłopaki doskonale czują to, co
grają, a grają to, co czują i co im serce podpowiada. Znając ich dotychczasową
twórczość jestem w stanie przyznać im medal za konsekwencję. Każdy ich krążek
prezentował określoną jakość, i nie inaczej jest z „Dread Emperor”. Jeśli
chcecie posłuchać dobrego death metalu, opartego na najlepszych oldskulowych
filarach, może nie powalającego na kolana, ale szczerego i zagranego z pasją,
to sięgajcie po ten krążek bez wahania. Satysfakcja gwarantowana.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz