Misotheist
„De
Pinte”
Terratur Possession 2026
Oczywiście
w tym przypadku chodzi o ten norweski Misotheist, który pochodzi z Trondheim i
dwudziestego lutego powróci z czwartą płytą. Kapela ta chyba od zawsze grała w
odmiennym stylu niż większość jej kolegów z tamtejszej sceny, racząc dźwiękami
na podobę Deathspell Omega. Na „De Pinte” nie jest inaczej, bo kontynuują oni
co zaczęli w 2018 roku na debiutanckim albumie. Dwa pierwsze kawałki to gęsta i
duszna jazda, złożona z dysonansowych akordów, które tworzą zwarte struktury o
dość kakofonicznym charakterze. Z tego „zgiełku”, tu i ówdzie, wyłaniają się
tajemnicze wysokotonowe zagrywki, nadające mu okultystycznego i delikatnie,
kosmicznego klimatu. Muza płynie tutaj szybko, atakując blastami, agresywną
ścianą dźwięku, która potrafi też zwolnić i zapodać trochę spokojniejszych i
hipnotycznych riffów o melancholijnym usposobieniu. Trzeci numer, to zejście w
depresyjne i rytualne pływy, które toczą się z mozołem, kreując przygnębiającą
i ceremonialną atmosferę. Leci on w żółwim tempie, częstując prostymi chwytliwościami,
buduje klimat wypełniony bólem i tęsknotą, co podkreślają, nasiąknięte
bezsilnością melodeklamacje wokalisty. Kompozycja ta płynnie przechodzi w
wieńczący to wydawnictwo utwór, który trwa 21 minut i jest taką black metalową
epopeją, która rozwija się powoli. Misotheist cierpliwie, bez pośpiechu formuje
jego przebieg. Od odrobinę relaksującego, ale i monumentalnego wstępu do
silnego uderzenia „galaktycznej” diabelszczyzny. W tej kompozycji wracają
dysonansowe nuty, które Norwedzy przeplatają z nastrojowymi separatorami.
Wyciszają one brutalizm wcześniejszych akordów i przygotowują na kolejną dawkę,
demonicznego kostkowania. „De Pinte” to produkcja, która mocno kojarzy się z
ujęciem francuskim, a zwłaszcza ze wspomnianą wcześniej brygadą, będącą „synonimem”
takiego właśnie grania. Mroczny i „stelarny” black metal o magicznej
atmosferze, który przez Misotheist doprawiony został również skandynawskim
pierwiastkiem. Fani tego ujęcia rogacizny oraz tego zespołu powinni być
zadowoleni. Mi natomiast jedna Deathspell Omega w zupełności wystarczy… i to z
nawiązką.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz