czwartek, 12 lutego 2026

Recenzja Misotheist „De Pinte”

 

Misotheist

„De Pinte”

Terratur Possession 2026

Oczywiście w tym przypadku chodzi o ten norweski Misotheist, który pochodzi z Trondheim i dwudziestego lutego powróci z czwartą płytą. Kapela ta chyba od zawsze grała w odmiennym stylu niż większość jej kolegów z tamtejszej sceny, racząc dźwiękami na podobę Deathspell Omega. Na „De Pinte” nie jest inaczej, bo kontynuują oni co zaczęli w 2018 roku na debiutanckim albumie. Dwa pierwsze kawałki to gęsta i duszna jazda, złożona z dysonansowych akordów, które tworzą zwarte struktury o dość kakofonicznym charakterze. Z tego „zgiełku”, tu i ówdzie, wyłaniają się tajemnicze wysokotonowe zagrywki, nadające mu okultystycznego i delikatnie, kosmicznego klimatu. Muza płynie tutaj szybko, atakując blastami, agresywną ścianą dźwięku, która potrafi też zwolnić i zapodać trochę spokojniejszych i hipnotycznych riffów o melancholijnym usposobieniu. Trzeci numer, to zejście w depresyjne i rytualne pływy, które toczą się z mozołem, kreując przygnębiającą i ceremonialną atmosferę. Leci on w żółwim tempie, częstując prostymi chwytliwościami, buduje klimat wypełniony bólem i tęsknotą, co podkreślają, nasiąknięte bezsilnością melodeklamacje wokalisty. Kompozycja ta płynnie przechodzi w wieńczący to wydawnictwo utwór, który trwa 21 minut i jest taką black metalową epopeją, która rozwija się powoli. Misotheist cierpliwie, bez pośpiechu formuje jego przebieg. Od odrobinę relaksującego, ale i monumentalnego wstępu do silnego uderzenia „galaktycznej” diabelszczyzny. W tej kompozycji wracają dysonansowe nuty, które Norwedzy przeplatają z nastrojowymi separatorami. Wyciszają one brutalizm wcześniejszych akordów i przygotowują na kolejną dawkę, demonicznego kostkowania. „De Pinte” to produkcja, która mocno kojarzy się z ujęciem francuskim, a zwłaszcza ze wspomnianą wcześniej brygadą, będącą „synonimem” takiego właśnie grania. Mroczny i „stelarny” black metal o magicznej atmosferze, który przez Misotheist doprawiony został również skandynawskim pierwiastkiem. Fani tego ujęcia rogacizny oraz tego zespołu powinni być zadowoleni. Mi natomiast jedna Deathspell Omega w zupełności wystarczy… i to z nawiązką.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz