wtorek, 24 lutego 2026

Recenzja Egregore „It Echoes in the Wild”

 

Egregore

„It Echoes in the Wild”

20 Buck Spin 2026

To ten kanadyjski Egregore, który w ostatniej dekadzie marca zaprezentuje drugą odsłonę swojego spojrzenia na black-death metal. Podobnie jak na debiucie, będzie to spora dawka ametodycznego grania, które momentami zalatuje wczesnym Morbid Angel. Poza typowymi akordami dla ekipy Trey’a, które objawiają się na „It Echoes in the Wild” jako dobrze znane „ścinki” gitarowe czy charakterystyczne solówki, to znajdziecie tu również mnóstwo mocno pokręconych rytmów, improwizacyjnych wtrętów, speed metalowego biczowania czy klasycznych, heavy metalowych sposobów na traktowanie strun. Kanadyjczycy już na poprzedniej płycie rzępolili w zaskakujący sposób i wydaje mi się, że na najnowszej produkcji poszli w odrobinę lepszym kierunku, bo jest tutaj oczywiście eksperymentalnie i zaskakująco, lecz bardziej udało im się to ze sobą poskładać. Jednakże modernizm w wykonaniu Egregore nie oscyluje wokół nieoczywistych zagrywek czy też wplatania do black-death metalu innych gatunków. Polega on na tym, że panowie bawią się w łączenie wielu utartych elementów w bardzo nieoczekiwanym stylu, ponieważ wszystkie te agresywne galopady, schizofreniczne solówki, dzikie dysonanse i okultystyczne pochody, mogą sprawiać wrażenie zupełnie do siebie nie przystających. I tak jest w istocie, ale tercet ten tak sprytnie je ze sobą zespolił, że da się tego słuchać. Co więcej, jeśli pomimo pierwszego zniechęcenia, dać temu materiałowi szansę, to odkryjecie w tym diabolicznym chaosie sens, który odwdzięczy się mrocznym i sentymentalnym przeżyciem, bowiem klimat jest na tym albumie iście satanistyczny, a i odniesień, do znanych i lubianych kompozytorów z końcówki XX wieku, odnajdziecie mnóstwo. Niecodzienne połączenia, liczne, nieoczekiwane zmiany tempa, rytmiki i kostkowania, różnorakie wokale i zmienna atmosfera, gwarantują brak nudy oraz szereg estetycznych wrażeń, bo panowie momentami nieźle wycinają na instrumentach. Oryginalne i odważne wydawnictwo, które nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak polecam wszystkim, bo naprawdę warto się z „It Echoes in the Wild” zapoznać.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz