Messticator
„Total
Mastery”
Testimony Records 2026
Messticator
to kwartet z Hamburga, który rozpoczął karierę w 2019 roku. Na koncie mają epkę
z coverami Slayer’a i debiutancką płytę. Trzynastego marca ukaże się ich drugi
album „Total Mastery”, który zawierać będzie jedenaście numerów, utrzymanych w
death-thrashowym tonie. Niemcom doskonale wychodzi to połączenie, bo do
wyraźnie biczujących, ale nie po niemiecku, riffów, dodają sporo intensywnych
akordów, które kojarzyć się mogą z melodyjnym metalem śmierci. Wraz z
odpowiednio dociążonym brzmieniem, które zagęszcza umiarkowanie gniotąca sekcja
rytmiczna i wyważone growle wokalisty, to energiczna i klimatyczna muza,
serwująca liczne przejścia z jednego kostkowania w drugie, częste zmiany tempa
i sporą ilość solówek. Panowie zasuwają siarczyście, atmosferycznie zwalniają i
rytmicznym palm mutingiem poczęstować lubią. To wzorcowo odegrany death-thrash,
który łatwo wpada w ucho i jest dla niego niezwykle przyjemny, bo jego
chwytliwości oraz brutalniejsze momenty nie są zbyt wymagające w odsłuchu.
Messticator gra typowo, lecz niezwykle dynamicznie, używając wszystkich
dostępnych środków w thrash i death metalu, które połączyli w perfekcyjny
sposób, co zaowocowało mocno batożącą muzyką. Materiał został skomponowany z
lekkością. Jest napisany zgodnie z prawidłami sztuki, zapewniając radość z
odsłuchu. Oprócz agresywności i nienarzucającej się harmonijności posiada także
tą specyficzną aurę, którą niosły ze sobą w latach dziewięćdziesiątych takie
kapele jak At The Gates, Dark Tranquillity, In Flames czy Hypocrisy. Najnowsza
produkcja od Messticator jest równie miażdżąca co melodyjna. Klasyczny w swoim
gatunku album, który potrafi być tak samo brutalny co nastrojowy. Wchodzi jak w
masło jak to kiedyś bywało i co najważniejsze nie zalatuje banałem. Dobrze się
go słucha więc proponuje się zapoznać, ponieważ to odświeżona wersja i
przypomnienie o tym, co kiedyś było najlepsze w tym ujęciu metalowego
rzępolenia.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz