Genocide
Kvlt
„Genocide
Gospel”
Putrid Cult 2026
No to jeszcze jedna przystaweczka, tym razem z
Putrid Cult. Genocide Cvlt to czterech młodych chłopaków z Lubska, którzy po
zeszłorocznej prezentacji w postaci cyfrowego promo, debiutują pod sztandarem
rzeczonego labelu EP-ką „Genocide Gospel”. Panowie prezentują się tutaj z
sześciu odsłonach, trwających razem jakieś dwadzieścia pięć minut. Ich muzyka
to blackmetalowa surowizna, czego zresztą po Putrid Cult najbardziej można się
spodziewać. Zespół trafił zatem w odpowiednie miejsce, ale czy na to zasłużył?
Byłbym z tym stwierdzeniem nieco ostrożny. Zacznę może od tego, co w tym
materiale się broni. Na pewno wspomniana surowizna. Tutaj nie ma podążania za
trendami, nie ma wpadających w ucho melodii. Co nie znaczy, że nie ma ich
wcale, bo z drugiej strony nie jest to granie w stylu „bzyczymy, i może ktoś
się czegoś w tym dosłucha”. Nie, o ile brzmienie jest w tym przypadku
faktycznie garażowe, co zresztą idealnie pasuje do samej muzyki, to bije z
niego autentyczność, taka wręcz punkowa. Zresztą, jeśli już o punku, panowie
poza tempem szybszym, czasem schodzą także do d-beatów (a gdzie indziej nawet
niżej). To mi się akurat podoba. Tak samo jak momenty niemal warmetalowe, kiedy
panowie gnają przed siebie faktycznie w stylu „genocide”. Między zazwyczaj
nieskomplikowane harmonie, czasami wbije się klinem ciekawe tremolo, czy też
riff skandynawski, co także wpływa in plus w odniesieniu do ogółu. W „Pervitin”
wyłapałem dla przykładu zagrywkę Darkthrone’ową (albo Celtic Frost’ową, jak kto
woli), a na początku „Lucyferiańskich Szwadronów Śmierci” zgrabne nawiązanie do
szkoły francuskiej. Czyli źle nie jest, bo panowie się nie ograniczają
tematycznie, i kombinują po swojemu. Co mnie mimo wszystko uwiera? To, że są na
„Genocide Gospel” także momenty cholernie nijakie, tudzież wtórne. Przykład?
„All Hail the Fallen”, praktycznie w całości. Brakuje mi w nim jakiegoś
bardziej wyrazistego riffu, bo zrywy „donikąd” przeplatają się tu z takich Urlichowym
hi-hatem. Także pierwsze czterdzieści sekund „Bloodhunt” wyjebałbym w pizdu, bo
niczego do muzyki tak naprawdę nie wnoszą. No i trochę za dużo tu tych
czystych, krzyczanych wokali, które chwilami zdają się być wepchniętymi dla
zasady. Ogólnie jednak EP-ka ta jest całkiem niezła, a na pewno rozkręca się z
numeru na numer. Dobrze to wróży, mam zatem nadzieję, że zaufanie jakim Putrid
Cult zespół obdarzyło zaprocentuje w przypadku kolejnych nagrań. Na razie jest
spoko, ale będę uważnie się przyglądał, jaki panowie zrobią kolejny krok.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz