sobota, 14 lutego 2026

Recenzja Genocide Kvlt „Genocide Gospel”

 

Genocide Kvlt

„Genocide Gospel”

Putrid Cult 2026

No to jeszcze jedna przystaweczka, tym razem z Putrid Cult. Genocide Cvlt to czterech młodych chłopaków z Lubska, którzy po zeszłorocznej prezentacji w postaci cyfrowego promo, debiutują pod sztandarem rzeczonego labelu EP-ką „Genocide Gospel”. Panowie prezentują się tutaj z sześciu odsłonach, trwających razem jakieś dwadzieścia pięć minut. Ich muzyka to blackmetalowa surowizna, czego zresztą po Putrid Cult najbardziej można się spodziewać. Zespół trafił zatem w odpowiednie miejsce, ale czy na to zasłużył? Byłbym z tym stwierdzeniem nieco ostrożny. Zacznę może od tego, co w tym materiale się broni. Na pewno wspomniana surowizna. Tutaj nie ma podążania za trendami, nie ma wpadających w ucho melodii. Co nie znaczy, że nie ma ich wcale, bo z drugiej strony nie jest to granie w stylu „bzyczymy, i może ktoś się czegoś w tym dosłucha”. Nie, o ile brzmienie jest w tym przypadku faktycznie garażowe, co zresztą idealnie pasuje do samej muzyki, to bije z niego autentyczność, taka wręcz punkowa. Zresztą, jeśli już o punku, panowie poza tempem szybszym, czasem schodzą także do d-beatów (a gdzie indziej nawet niżej). To mi się akurat podoba. Tak samo jak momenty niemal warmetalowe, kiedy panowie gnają przed siebie faktycznie w stylu „genocide”. Między zazwyczaj nieskomplikowane harmonie, czasami wbije się klinem ciekawe tremolo, czy też riff skandynawski, co także wpływa in plus w odniesieniu do ogółu. W „Pervitin” wyłapałem dla przykładu zagrywkę Darkthrone’ową (albo Celtic Frost’ową, jak kto woli), a na początku „Lucyferiańskich Szwadronów Śmierci” zgrabne nawiązanie do szkoły francuskiej. Czyli źle nie jest, bo panowie się nie ograniczają tematycznie, i kombinują po swojemu. Co mnie mimo wszystko uwiera? To, że są na „Genocide Gospel” także momenty cholernie nijakie, tudzież wtórne. Przykład? „All Hail the Fallen”, praktycznie w całości. Brakuje mi w nim jakiegoś bardziej wyrazistego riffu, bo zrywy „donikąd” przeplatają się tu z takich Urlichowym hi-hatem. Także pierwsze czterdzieści sekund „Bloodhunt” wyjebałbym w pizdu, bo niczego do muzyki tak naprawdę nie wnoszą. No i trochę za dużo tu tych czystych, krzyczanych wokali, które chwilami zdają się być wepchniętymi dla zasady. Ogólnie jednak EP-ka ta jest całkiem niezła, a na pewno rozkręca się z numeru na numer. Dobrze to wróży, mam zatem nadzieję, że zaufanie jakim Putrid Cult zespół obdarzyło zaprocentuje w przypadku kolejnych nagrań. Na razie jest spoko, ale będę uważnie się przyglądał, jaki panowie zrobią kolejny krok.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz