sobota, 21 lutego 2026

Recenzja Nuctemeron „Demonic Sceptre”

 

Nuctemeron

„Demonic Sceptre”

I Hate Records 2026

Trochę się tych Nuctemeronów na przestrzeni dziejów uzbierało, ale w tym przypadku chodzi o niemiecką brygadę, lecz nie tą z Saksonii, bo tą, która działa na terenie landu Nadrenia-Palatynat. Kwartet ten gra już od dwunastu lat i na koncie ma kilka małych wydawnictw. W końcu postanowili zarejestrować płytę i tak mamy debiut w postaci „Demonic Sceptre”. Potencjalny odbiorca znajdzie na nim dziesięć utworów, które trącą myszką, co nie jest niczym złym, ponieważ ci trzej panowie wraz koleżanką rzeźbią w black-speed metalu, wprost nawiązującym do lat osiemdziesiątych. Zatem można się domyślić, że w muzyce Niemców znajduje się sporo nawiązań do Venom, jedynki Bathory czy do wczesnego Tormentor. To prosty i dziki metal składający się z szybkich i tnących riffów, które natarczywie prą do przodu, siejąc zło. Ich dynamikę podbija dudniąca sekcja rytmiczna, a w satanizowaniu młodzieży wspomagają wrzaskliwe, nieco falsetowe wokale, o dość zajadłym charakterze. Od czasu do czasu Nuctemeron spuszcza z tonu, przechodząc w średnie tempa lub wtrąci solówkę bądź akord, które wyraźnie korespondują z melodyjnym heavy metalem. Krążek ten biczuje nieustannie przez czterdzieści minut, zasypując rzęsistym i zadziornym kostkowaniem, które oprócz twardego, ale wysokiego stroju gitar, dużej intensywności i zadziorności, posiada jeszcze jedną cechę. Jest on niesamowicie nośny, ponieważ pomimo bluźnierczych intencji i sadystycznego usposobienia, odznacza się niezobowiązującą chwytliwością. Klasycznie zapodana diabelska muza, której produkcja zapewniła odpowiednią barwę, dzięki czemu brzmi ona jak ze starego winyla. Agresywnie, z Szatanem pod rękę i do przodu. Obcisłe spodnie, pasy z nabojami i ćwieki. Łańcuchy, odwrócone krzyże i pentagramy. Sami wiecie. Warto posłuchać, bo taki metal nigdy chyba się nie zestarzeje.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz