Burning
Cross
„Fall”
Digital
2020
Dziś mała retrospekcja. W zasadzie nieco
przypadkowa, bowiem na Burning Cross zwróciłem uwagę tylko i wyłącznie dlatego,
że znajomy organizuje ich koncert w ramach cyklu The Last Words of Death.
Pomyślałem, że skoro nigdy nie zetknąłem się z ich twórczością, opcje są dwie.
Albo kolesie grają strasznie przeciętną muzę, albo nie mają szczęścia do
wydawców lub promocji. Już po pierwszym odsłuchu ich ostatniej, wydanej pięć
lat temu płyty, byłem przekonany co do opcji drugiej. Można powiedzieć, że po
raz kolejny trafiłem na twór, który istnieje gdzieś tam w undergroundzie, a
który zasługuje na zdecydowanie szerszą uwagę. Burning Cross to zespół silnie odwołujący się
do drugiej fali skandynawskiego black metalu, jednak czyniący to w sposób nad
wyraz osobliwy. O ile większość współczesnych zespołów sięga po inspiracje do
raczej idących wartkim nurtem klasyków, tak Niemcy postanowili odwołać się do
jednego z ówczesnych awangardowców. W pierwszej części „Fall” może tak wyraźnie
tego nie słychać. „Nazarene Nazi” i „Virus” co prawda porażają chłodem i
nieludzką wręcz nienawiścią, którą dodatkowo potęguje wrzeszczący wściekle po
niemiecku wokal, serwując raczej proste, acz ekstremalnie zimne akordy. Już w
tym drugim utworze, z wbijającym się niczym kolec w skroń Chrystusa refrenem,
„coś” się jednak rodzi. To „coś” wykluwa się dosłownie za chwilę, kiedy to
muzycy skręcają, i to dość wyraźnie, w kierunku norweskiego Mysticum. Czyli
nadal jest zimno, niemal jak w przestrzeni kosmicznej. Perkusyjne rytmy stają
się jednak antyludzkie, automatyczne, na tyle maszynowe, że można mieć
wątpliwości, czy faktycznie zagrał je człowiek. I nie chodzi mi tutaj o
rozwijanie nieziemskich prędkości, a o industrialny, cyborgowy beat, kompletnie
odbiegający od kanonu gatunku. Drugim elementem skłaniającym mnie do porównania
ze wspomnianymi Norwegami są linie melodyczne oraz brzmienie gitar. Chwilami są
to elementy niemal żywcem wydarte, może nie z „In the Streams of Inferno”, ale
na pewno z „Planet Satan”. Przy czym najlepszą rzeczą w tym jest to, iż nie
jest to żadna zrzynka, a co najwyżej własne rozwinięcie myśli mistrzów. Bo panowie
potrafią też przy okazji nawiązać do Burzum, Gorgoroth czy nawet rodzimych
klasyków blackmetalu. Nie wiem, ilu z was słyszało o Burning Cross, ale jeśli
macie, podobnie jak ja, w tym temacie zaległości, to zalecam ich nadrobienie.
Sam chętnie sprawdzę ich wcześniejsze albumy, choćby po to, by przekonać się,
czy „Fall” to przypadkowy przyrost formy, czy Niemiaszki może faktycznie mają
talent. Kurwa, naprawdę dobra płyta.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz