czwartek, 31 lipca 2025

Recenzja Burning Cross „Fall”

 

Burning Cross

„Fall”

Digital 2020

Dziś mała retrospekcja. W zasadzie nieco przypadkowa, bowiem na Burning Cross zwróciłem uwagę tylko i wyłącznie dlatego, że znajomy organizuje ich koncert w ramach cyklu The Last Words of Death. Pomyślałem, że skoro nigdy nie zetknąłem się z ich twórczością, opcje są dwie. Albo kolesie grają strasznie przeciętną muzę, albo nie mają szczęścia do wydawców lub promocji. Już po pierwszym odsłuchu ich ostatniej, wydanej pięć lat temu płyty, byłem przekonany co do opcji drugiej. Można powiedzieć, że po raz kolejny trafiłem na twór, który istnieje gdzieś tam w undergroundzie, a który zasługuje na zdecydowanie szerszą uwagę.  Burning Cross to zespół silnie odwołujący się do drugiej fali skandynawskiego black metalu, jednak czyniący to w sposób nad wyraz osobliwy. O ile większość współczesnych zespołów sięga po inspiracje do raczej idących wartkim nurtem klasyków, tak Niemcy postanowili odwołać się do jednego z ówczesnych awangardowców. W pierwszej części „Fall” może tak wyraźnie tego nie słychać. „Nazarene Nazi” i „Virus” co prawda porażają chłodem i nieludzką wręcz nienawiścią, którą dodatkowo potęguje wrzeszczący wściekle po niemiecku wokal, serwując raczej proste, acz ekstremalnie zimne akordy. Już w tym drugim utworze, z wbijającym się niczym kolec w skroń Chrystusa refrenem, „coś” się jednak rodzi. To „coś” wykluwa się dosłownie za chwilę, kiedy to muzycy skręcają, i to dość wyraźnie, w kierunku norweskiego Mysticum. Czyli nadal jest zimno, niemal jak w przestrzeni kosmicznej. Perkusyjne rytmy stają się jednak antyludzkie, automatyczne, na tyle maszynowe, że można mieć wątpliwości, czy faktycznie zagrał je człowiek. I nie chodzi mi tutaj o rozwijanie nieziemskich prędkości, a o industrialny, cyborgowy beat, kompletnie odbiegający od kanonu gatunku. Drugim elementem skłaniającym mnie do porównania ze wspomnianymi Norwegami są linie melodyczne oraz brzmienie gitar. Chwilami są to elementy niemal żywcem wydarte, może nie z „In the Streams of Inferno”, ale na pewno z „Planet Satan”. Przy czym najlepszą rzeczą w tym jest to, iż nie jest to żadna zrzynka, a co najwyżej własne rozwinięcie myśli mistrzów. Bo panowie potrafią też przy okazji nawiązać do Burzum, Gorgoroth czy nawet rodzimych klasyków blackmetalu. Nie wiem, ilu z was słyszało o Burning Cross, ale jeśli macie, podobnie jak ja, w tym temacie zaległości, to zalecam ich nadrobienie. Sam chętnie sprawdzę ich wcześniejsze albumy, choćby po to, by przekonać się, czy „Fall” to przypadkowy przyrost formy, czy Niemiaszki może faktycznie mają talent. Kurwa, naprawdę dobra płyta.

- jesusatan


https://burningcross.bandcamp.com/album/fall

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz