środa, 2 lipca 2025

Recenzja Dephosphorus „Planetoktonos”

 

Dephosphorus

„Planetoktonos”

Selfmadegod Records 2025

Kilka lat już ci Grecy wojują, bo czynią to od 2008 roku, lecz aż tak dużo płyt na koncie nie mają, ponieważ mając na względzie siedemnastoletnią karierę, to obecnie wydają dopiero piąty krążek. Panowie podobno grają death-black metal ze sporą dawką grindcore’a. Nie wiem, jak było na ich poprzednich wydawnictwach, ale tego ostatniego czynnika mało wychwyciłem na „Planetoktonos”. Muza zawarta na ostatnim albumie Dephosphorus jawi mi się jako dość szybki i hipnotyczny death metal, w której „grind” objawia się w jej nerwowej naturze oraz histerycznych i zachrypniętych wokalizach Panosa Agorosa. Poza tym to szyta gęstym ściegiem napierdalanka, która żwawo pędzi przed siebie, zasypując żylastymi i zróżnicowanie posklejanymi teksturami. Masywne i wprowadzające w trans riffy mieszają się z dusznymi dysonansami, spomiędzy których wyłaniają się poskręcane zagrywki, co jako całość generuje całkiem niepokojącą i „niestabilnie psychiczną” jazdę. Brygada ta nie ułatwia obcowania ze swoją twórczością, dokładając do kompozycji pokaźną ilość mechanicznych akordów, wprowadzając trochę industrialnego klimatu, a poprzez szereg charakterystycznych zagrywek w towarzystwie oszczędnie użytej, ale niezwykle „dronowo” brzmiącej elektroniki zsyła także potężne pokłady kosmicznej atmosfery. Niesamowicie zwarta muzyka, która z chorobliwą cierpliwością maniaka ustawicznie zalewa odbiorcę gorącym, międzygalaktycznym podmuchem i wciąga niczym czarna dziura. Ciężko nastrojone instrumenty i kontrastujący z nimi wokal powodują, że niemożliwym jest się wyswobodzić z jej masywnej struktury. Sprawdzić warto, a nawet trzeba.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz