Terrordome
„Plagued with Violence”
Selfmadegod Rec. 2025
Powiem wam szczerze, że przez ostatnie lata Łapa,
jako muzyk i osobistość, urósł w moich oczach do jednej z najbardziej
kreatywnych i znaczących person na scenie thrashmetalowej w naszym kraju. No bo
wskażcie mi, proszę, kto inny potrafi na tym poletku co roku nagrywać album
„przynajmniej bardzo dobry”. Nie widzę rąk w górze. A tutaj koleś serwuje Distrüster,
Extinkt, Topór i teraz czwarty krążek Terrordome, który absolutnie zamiata
niemal całą konkurencję! Zresztą nie jest to żadna niespodzianka. Kto zna
wcześniejsze dokonania zespołu, doskonale zdaje sobie sprawę, że chłopaki
zaskarbili sobie sympatię maniaków starego thrash / crossoverowego grania, i
sami sobie ustawili dość wysoko poprzeczkę, której dotychczas nie strącili. Nowy
materiał to wszystko to, z czego Terrordome dotychczas słynęli, lecz w jeszcze
bardziej skondensowanej i dopracowanej formie. Nowy materiał trwa niecałe
trzydzieści cztery minuty, ale zawiera taki ładunek energii, że bez izolacji
lepiej nie podchodzić. Już przy otwierającym całość „Chasing the Dragon” można
sobie ukręcić kark, który bynajmniej nie odrośnie przy takich hiciorach jak… cholera,
zapędziłem się w kozi róg. Bo wymienić najlepsze kawałki z tej płyty równa się
przepisaniu całej ich listy. W każdym usłyszycie niesamowicie ostre riffowanie,
tyleż wściekłe, co melodyjne i chwytliwe. Znajdziecie solówki zagrane z tak
genialną swobodą, że niejeden gitarzysta się przy nich zawstydzi, refreny do
pośpiewania / pokrzyczenia, nie tylko po zimnym chmielowym, ale i „na sucho”.
Pierwszy z brzegu „Na Glinianych Nogach”… Przecież to jest tak nośny numer, że
nie trzeba procentów we krwi, by zwariować ze szczęścia i drzeć mordę jak jakiś
pojeb. I tak jest przez cały czas, od początku do końca płyty. Jej jakość podkreśla
fenomenalne brzmienie. Nie, nie myślcie sobie, że jest ono sterylne jak
szpitalna sala operacyjna, czy podrasowane komputerem. O to właśnie chodzi, że
jest równie dzikie co sama muzyka, mocno organiczne, a jednocześnie
uwypuklające wszystko, czym ten album zwala z nóg. Sposób w jaki tutaj chodzą
gitary to jest ekstraklasa gatunku, a chwilami nawet wchodzenie na poletko
deathmetalowe. Z kolei bębny to prawdziwy CKM na polu bitwy. Nad świetną
okładką rozpływał się nie będę, bo każdy widzi, jak ten obrazek wygląda. Nie
spodziewałem się, że Terrordome nagrają płytę lepszą niż „Straight Outta
Smogtown”, choć byłem pewny, że poziom zostanie utrzymany. Po dziesięciu okrążeniach
z „Plagued With Violence” mogę chyba z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to
najlepsza, najbardziej dopracowana i najmocniejsza pod względem kompozytorskim
płyta Łapy i spółki. I na pewno ścisły tegoroczny top thrash metalu (i okolic),
nie tylko u nas na podwórku, a przecież konkurencja w ostatnich latach
zdecydowanie przybrała na sile, ale w skali globalnej. Absolutny mus dla
każdego maniaka gatunku!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz