Pestifer
„Ravaging Fury”
Iron, Blood And Death Corporation 2025
Portugalski
Pestifer istnieje od 2000 roku, ale dopiero po siedemnastu latach wydał swój
debiutancki krążek „Execration Diatribes”. Po ośmiu latach przerwy przyszedł
czas na kolejny, który od piątego kwietnia dostępny jest w różnych centrach
dystrybucji. Jeśli jeszcze go nie słyszeliście, albo nie znacie tej kapeli, to
musicie wiedzieć, że gra ona czysty, staroszkolny death metal, który mocno może
się kojarzyć z dokonaniami Sinister czy Vader. To szybka i brutalna muzyka,
która nieustannie zsyła na swoich słuchaczy rzęsisty, piekielny deszcz riffów.
Ich masywność w połączeniu z wżerającymi się w czaszkę, wysokotonowymi
zagrywkami i dzikimi solówkami, poraża intensywnością, której akceleratorem
jest rzecz jasna sekcja rytmiczna oraz stanowczo artykułujące teksty gardłowe
growle. Gęste akordy, prą ostro do przodu i nie mają w zwyczaju zbyt często
zwalniać. Ustawicznie sypią mistycznie zabarwionym kostkowaniem o zwartej
strukturze, z której okresowo wyłaniają się uwierające tremolo, przeistaczające
się w nerwowe ścinki gitarowe à la Morbid Angel. Panowie potrafią również
skrajnie zbrutalizować swoje kompozycje, udając się w rejony bliskie
Incantation czy Hate Eternal. Nieustannie ich poczynaniom towarzyszy diabeł,
którego oddech wyraźnie zainfekował „Ravaging Fury”. Na uwagę zasługuje
precyzyjna gra Portugalczyków, którą opanowali w tym gatunku do perfekcji i z
dokładnością do jednego mikrona składają swoje nuty. Rodzi to w wręcz aptekarski
sposób skonstruowaną gędźbę nie tylko na wiosłach, bo i basiście, a zwłaszcza
perkusiście należą się pokłony, bo wali po garach perfekcyjnie. Pestifer nagrał
bardzo dobry technicznie album, który przez ponad pół godziny zalewa skażoną
mrokiem miksturą i rzuca zaklęcia. Idealnie wyprodukowany tak, aby nie uronić
ani jednej jego potwornej nuty. Fani lat dziewięćdziesiątych i wcześniej
wymienionych kapel powinni mieć go w swojej kolekcji.
shub
niggurath
.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz