sobota, 26 lipca 2025

Recenzja Jordfäst „Blodsdåd Och Hor”

 

Jordfäst

„Blodsdåd Och Hor”

Black Lion Records 2025

Ta szwedzka kapela istnieje od 2017 roku, ale chyba jej nazwa nie jest jakoś specjalnie rozpowszechniona. Ci panowie grają black metal i w ostatniej dekadzie lipca wydadzą swój trzeci album. Na poprzednich płytach Szwedzi rejestrowali po dwa długie utwory, ale na „Blodsdåd Och Hor” odeszli od tego zwyczaju i umieścili na nim osiem kawałków, które razem trwają podobnie jak wcześniejsze produkcje, czyli trochę ponad trzydzieści minut. Jordfäst szyje gęstego bleka o pokaźnej plątaninie riffów i tremolo. Są one blisko związane z tradycją lat dziewięćdziesiątych, ale tercet ten nie stroni również od delikatnych ukłonów w stronę thrash i heavy metalu, co czyni ich muzykę dość zróżnicowaną, bowiem wplecione między diabelskie kostkowanie klasycznych akordów i solówek często zmienia jej kierunek i dynamikę. W rogaciźnie tej brygady także dużo jest melodii, która nie jest przaśna czy też cukierkowa, ponieważ cechuje ją wyważona epickość oraz refleksyjność i to ratuje ją przed nadmierną pompatycznością. Panowie w gruncie rzeczy poczynają sobie dość ostro, ale zalatujące „norweszczyzną” akordy przełamują wikińskimi chwytliwościami i nietuzinkowymi, wysokotonowymi zagrywkami. Pogaństwo sączy się tutaj całkiem obficie, bo Jordfäst w swych kompozycjach, zarówno w warstwie dźwiękowej i tekstowej, nawiązuje do kraju, z którego pochodzi i co za tym idzie uświetnia tą produkcje miejscowo użytymi klawiszami jak i nuconymi wokalami, przechodzącymi niekiedy w chóralne i podniosłe zaśpiewy. Ciekawa płyta, ponieważ posiada ostry pazur, ale potrafi także melancholijnie pobujać. Szwedzi inteligentnie łączą wyżej wymienione gatunki, co owocuje nie tylko siarczystym rzępoleniem, lecz także momentami pokombinowanymi aranżacjami, które ukazują solidny kunszt muzyczny tej trójki black metalowców. Bardzo dobrze się tego słucha więc zachęcam do zapoznania się.

shub niggurath



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz