Jordfäst
„Blodsdåd
Och Hor”
Black Lion Records 2025
Ta
szwedzka kapela istnieje od 2017 roku, ale chyba jej nazwa nie jest jakoś
specjalnie rozpowszechniona. Ci panowie grają black metal i w ostatniej dekadzie
lipca wydadzą swój trzeci album. Na poprzednich płytach Szwedzi rejestrowali po
dwa długie utwory, ale na „Blodsdåd Och Hor” odeszli od tego zwyczaju i
umieścili na nim osiem kawałków, które razem trwają podobnie jak wcześniejsze produkcje,
czyli trochę ponad trzydzieści minut. Jordfäst szyje gęstego bleka o pokaźnej
plątaninie riffów i tremolo. Są one blisko związane z tradycją lat
dziewięćdziesiątych, ale tercet ten nie stroni również od delikatnych ukłonów w
stronę thrash i heavy metalu, co czyni ich muzykę dość zróżnicowaną, bowiem wplecione
między diabelskie kostkowanie klasycznych akordów i solówek często zmienia jej
kierunek i dynamikę. W rogaciźnie tej brygady także dużo jest melodii, która
nie jest przaśna czy też cukierkowa, ponieważ cechuje ją wyważona epickość oraz
refleksyjność i to ratuje ją przed nadmierną pompatycznością. Panowie w gruncie
rzeczy poczynają sobie dość ostro, ale zalatujące „norweszczyzną” akordy
przełamują wikińskimi chwytliwościami i nietuzinkowymi, wysokotonowymi
zagrywkami. Pogaństwo sączy się tutaj całkiem obficie, bo Jordfäst w swych
kompozycjach, zarówno w warstwie dźwiękowej i tekstowej, nawiązuje do kraju, z
którego pochodzi i co za tym idzie uświetnia tą produkcje miejscowo użytymi
klawiszami jak i nuconymi wokalami, przechodzącymi niekiedy w chóralne i
podniosłe zaśpiewy. Ciekawa płyta, ponieważ posiada ostry pazur, ale potrafi
także melancholijnie pobujać. Szwedzi inteligentnie łączą wyżej wymienione
gatunki, co owocuje nie tylko siarczystym rzępoleniem, lecz także momentami
pokombinowanymi aranżacjami, które ukazują solidny kunszt muzyczny tej trójki
black metalowców. Bardzo dobrze się tego słucha więc zachęcam do zapoznania
się.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz