czwartek, 24 lipca 2025

Recenzja Cardinal Sin „Spiteful Intents”

 

Cardinal Sin

„Spiteful Intents”

Regain Rec. 2025 (Reissue)

Ależ fantastyczną rzecz wykopała nam Regain Records! Nie wiem, czy zderzyliście się z nazwą Cardinal Sin w połowie lat dziewięćdziesiątych. Ja akurat miałem to szczęście, mimo iż chłopaki długo nie pograli, pozostawiając po sobie jedynie trzy demówki i EP-kę. Tę ostatnią męczyłem swego czasu niemiłosiernie, ale nigdy nie doczekałem się jej kontynuacji. Z tego co wiem, większość członków zespołu straciła zainteresowanie sceną metalową (czyli sezonowi pozerzy, hehe!), lecz nawet ta niewielka ilość muzyki, którą po sobie pozostawili jest dla mnie dziś pewnego rodzaju klasykiem. Dobra, to do rzeczy. Twórczość Cardinal Sin to w prostej linii inspiracja debiutem Dark Tranquillity, In Flames czy Eucharist. Patrząc z dystansu, można by powiedzieć, że chłopaki bezczelnie zrzynali z klasycznych dziś zespołów, lecz biorąc pod uwagę ówczesne realia, i sposób w jaki poszczególne składy inspirowały się wzajemnie w zbliżonym do siebie okresie czasu, jestem w stanie stwierdzić, że z tych herbatników, gdyby tylko pociągnęli temat dalej, mógłby być dziś kolejny klasyk. Bo pomysłów im nie brakowało, i nawet jeśli faktycznie starali się wymienionych powyżej krajanów naśladować, to robili to w sposób niemal wybitny. Zresztą posłuchajcie sobie sami kawałka „Cardinal Sin”, i zaprzeczcie, że brzmi jak, nieco uboższy co prawda, ale jednak, brat Dissection. Te numery mają w sobie naprawdę spory ładunek nośnej, jednocześnie jadowitej melodii, podkręconej jak na tamtejsze standardy do maksimum, nie mającej nic wspólnego z tym, co charakteryzowało scenę goteborską kilka lat później. Zajebistą sprawą jest, że Regain Records dorzucili do swojej reedycji dodatkowe, nigdy nie publikowane numery, pochodzące z tej samej sesji co rzeczona EP-ka. Powiem wam tylko tyle – nie wiem dlaczego są to odrzuty, bowiem pod żadnym względem nie odstają od materiału podstawowego, idealnie go uzupełniając. Jednym z tych trzech bonusów jest cover Death „Infernal Death”, przekuty na styl Cardinal Sin, ale… Jednak w tym przypadku do oryginału nie mający startu. Może dlatego, że to, mimo wszystko, inna stylistyka, a Szwedzi niekoniecznie przerobili klasyka w sposób mi siadający. Mimo to, uważam, że wznowienie ”Spiteful Intents” to fantastyczna sprawa, tym bardziej, że, jak mniemam, dla wielu będzie to pierwsze spotkanie z Cardinal Sin. Zachęcam, polecam, i gwarantuję, że czas poświęcony tym nagraniom nie będzie straconym. Bo to absolutnie fantastyczna lekcja historii.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz