Cardinal
Sin
„Spiteful Intents”
Regain Rec. 2025 (Reissue)
Ależ fantastyczną rzecz wykopała nam Regain Records!
Nie wiem, czy zderzyliście się z nazwą Cardinal Sin w połowie lat
dziewięćdziesiątych. Ja akurat miałem to szczęście, mimo iż chłopaki długo nie
pograli, pozostawiając po sobie jedynie trzy demówki i EP-kę. Tę ostatnią
męczyłem swego czasu niemiłosiernie, ale nigdy nie doczekałem się jej
kontynuacji. Z tego co wiem, większość członków zespołu straciła
zainteresowanie sceną metalową (czyli sezonowi pozerzy, hehe!), lecz nawet ta
niewielka ilość muzyki, którą po sobie pozostawili jest dla mnie dziś pewnego rodzaju
klasykiem. Dobra, to do rzeczy. Twórczość Cardinal Sin to w prostej linii
inspiracja debiutem Dark Tranquillity, In Flames czy Eucharist. Patrząc z
dystansu, można by powiedzieć, że chłopaki bezczelnie zrzynali z klasycznych
dziś zespołów, lecz biorąc pod uwagę ówczesne realia, i sposób w jaki
poszczególne składy inspirowały się wzajemnie w zbliżonym do siebie okresie
czasu, jestem w stanie stwierdzić, że z tych herbatników, gdyby tylko
pociągnęli temat dalej, mógłby być dziś kolejny klasyk. Bo pomysłów im nie
brakowało, i nawet jeśli faktycznie starali się wymienionych powyżej krajanów
naśladować, to robili to w sposób niemal wybitny. Zresztą posłuchajcie sobie
sami kawałka „Cardinal Sin”, i zaprzeczcie, że brzmi jak, nieco uboższy co
prawda, ale jednak, brat Dissection. Te numery mają w sobie naprawdę spory
ładunek nośnej, jednocześnie jadowitej melodii, podkręconej jak na tamtejsze
standardy do maksimum, nie mającej nic wspólnego z tym, co charakteryzowało
scenę goteborską kilka lat później. Zajebistą sprawą jest, że Regain Records
dorzucili do swojej reedycji dodatkowe, nigdy nie publikowane numery,
pochodzące z tej samej sesji co rzeczona EP-ka. Powiem wam tylko tyle – nie
wiem dlaczego są to odrzuty, bowiem pod żadnym względem nie odstają od
materiału podstawowego, idealnie go uzupełniając. Jednym z tych trzech bonusów
jest cover Death „Infernal Death”, przekuty na styl Cardinal Sin, ale… Jednak w
tym przypadku do oryginału nie mający startu. Może dlatego, że to, mimo
wszystko, inna stylistyka, a Szwedzi niekoniecznie przerobili klasyka w sposób
mi siadający. Mimo to, uważam, że wznowienie ”Spiteful Intents” to fantastyczna
sprawa, tym bardziej, że, jak mniemam, dla wielu będzie to pierwsze spotkanie z
Cardinal Sin. Zachęcam, polecam, i gwarantuję, że czas poświęcony tym nagraniom
nie będzie straconym. Bo to absolutnie fantastyczna lekcja historii.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz