Ursula
„Lords of Impermanence”
Iron, Blood and Death Corporation 2025
Tegorocznych wydawnictw z meksykańskiej Iron, Blood
and Death Corporation ciąg dalszy. Dziś na tapecie zespół o wdzięcznej nazwie
Ursula. Nie chodzi jednak bynajmniej o naszą Urszulę (starsze pokolenie zapewne
kojarzy), a czterech Singapurczyków z zamiłowaniem do staroszkolnego death
metalu. „Lords of Impermanence” to circa trzydzieści pięć minut śmierć metalu
inspirowanego latami dziewięćdziesiątymi i zespołami będącymi jednymi z najważniejszych
filarów gatunku, aczkolwiek przyznać trzeba, że zagranego na swój własny
sposób. Jeśli jestem na początku przy podobieństwach, to niezaprzeczalnie
najważniejszym z nim są odwołania do wczesnego Morbid Angel. Czuć w tych
kompozycjach Trey’owy sznyt, i słychać, że panowie „Altars of Madness” kochają
ponad życie. Co prawda wątki zahaczające o nieco późniejszą twórczość
Amerykanów także da się tutaj usłyszeć, podobnie jak odwołania do wczesnego
Death, Master, a nawet Celtic Frost (najdobitniejszym tego przykładem niech
będzie riff w „Eternal Bound”, mocno podobny do „Into the Crypts of Ray”).
Oczywiście wymieniam tylko te najważniejsze zespoły, bo Ursula nie są w swoich
poczynaniach specjalnie ograniczeni. A na pewno nie starają się sztywno trzymać
utartych ram gatunku. Mocno mieszają zarówno w sposobie riffowania jak i tempie
poszczególnych kompozycji, stąd mamy tu, dla przykładu, d-beatowy „The Master”,
okraszony orientalno rytualnymi samplami utwór tytułowy, czy totalnie prosty,
zapętlony, i bardzo mocno wkręcający się w głowę „Slave Driver”. Przy okazji
podkreślić należy naprawdę niezły warsztat muzyków, którzy poza akordami raczej
niezbyt złożonymi nie stronią od technicznych odjazdów, przejawiających się nie
tylko w partiach solowych, ale także fragmentach sprawiających wrażenie
półimprowizacji (na przykład w „Line by Line”). Mimo dość czystego brzmienia,
album charakteryzuje bardzo mroczny klimat i trybalne podejście do gatunku. Nie
jest to może żadne odkrycie roku, ale na pewno krążek mocno wybijający się
ponad przeciętność, rosnący z każdym kolejnym odsłuchem do naprawdę sporych
rozmiarów. Jeśli zatem ciekawi jesteście, jakich jeszcze wariacji można dokonać
w teoretycznie oczywistym temacie, sięgnijcie po „Lords of Impermanence”.
Gwarantuję, że nagrana te przypadną do gusty zwłaszcza maniakom oldskulowego
death metalu.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz