sobota, 12 lipca 2025

Recenzja Ursula „Lords of Impermanence”

 

Ursula

„Lords of Impermanence”

Iron, Blood and Death Corporation 2025

Tegorocznych wydawnictw z meksykańskiej Iron, Blood and Death Corporation ciąg dalszy. Dziś na tapecie zespół o wdzięcznej nazwie Ursula. Nie chodzi jednak bynajmniej o naszą Urszulę (starsze pokolenie zapewne kojarzy), a czterech Singapurczyków z zamiłowaniem do staroszkolnego death metalu. „Lords of Impermanence” to circa trzydzieści pięć minut śmierć metalu inspirowanego latami dziewięćdziesiątymi i zespołami będącymi jednymi z najważniejszych filarów gatunku, aczkolwiek przyznać trzeba, że zagranego na swój własny sposób. Jeśli jestem na początku przy podobieństwach, to niezaprzeczalnie najważniejszym z nim są odwołania do wczesnego Morbid Angel. Czuć w tych kompozycjach Trey’owy sznyt, i słychać, że panowie „Altars of Madness” kochają ponad życie. Co prawda wątki zahaczające o nieco późniejszą twórczość Amerykanów także da się tutaj usłyszeć, podobnie jak odwołania do wczesnego Death, Master, a nawet Celtic Frost (najdobitniejszym tego przykładem niech będzie riff w „Eternal Bound”, mocno podobny do „Into the Crypts of Ray”). Oczywiście wymieniam tylko te najważniejsze zespoły, bo Ursula nie są w swoich poczynaniach specjalnie ograniczeni. A na pewno nie starają się sztywno trzymać utartych ram gatunku. Mocno mieszają zarówno w sposobie riffowania jak i tempie poszczególnych kompozycji, stąd mamy tu, dla przykładu, d-beatowy „The Master”, okraszony orientalno rytualnymi samplami utwór tytułowy, czy totalnie prosty, zapętlony, i bardzo mocno wkręcający się w głowę „Slave Driver”. Przy okazji podkreślić należy naprawdę niezły warsztat muzyków, którzy poza akordami raczej niezbyt złożonymi nie stronią od technicznych odjazdów, przejawiających się nie tylko w partiach solowych, ale także fragmentach sprawiających wrażenie półimprowizacji (na przykład w „Line by Line”). Mimo dość czystego brzmienia, album charakteryzuje bardzo mroczny klimat i trybalne podejście do gatunku. Nie jest to może żadne odkrycie roku, ale na pewno krążek mocno wybijający się ponad przeciętność, rosnący z każdym kolejnym odsłuchem do naprawdę sporych rozmiarów. Jeśli zatem ciekawi jesteście, jakich jeszcze wariacji można dokonać w teoretycznie oczywistym temacie, sięgnijcie po „Lords of Impermanence”. Gwarantuję, że nagrana te przypadną do gusty zwłaszcza maniakom oldskulowego death metalu.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz