czwartek, 3 lipca 2025

Recenzja Viogression „Thaumaturgic Veil”

 

Viogression

„Thaumaturgic Veil”

Independent 2025

 


Mimo iż Viogression wydają właśnie swój czwarty album, jest to moje pierwsze spotkanie z zespołem. Panowie pochodzą ze Stanów i grają mieszankę, która w pierwszej chwili, zwłaszcza z opisu, może wydawać się niestrawna, tudzież przekoloryzowana. A absolutnie taką nie jest, co zaznaczam już teraz, żebyście nie zaprzestali czytania tego tekstu po kilku następnych zdaniach. Do rzeczy zatem, postaram się streścić. Sam bardzo sceptycznie podchodzę do twórczości kapel, które do jednego wora wrzucają zbyt wiele odłamów mojego ulubionego gatunku. Mowa oczywiście o metalu śmierci. Jankesi na swoim nowym wydawnictwie zawarli praktycznie wszystko, co podobać się może, czasem nawet musi, ale wymieszali to bardzo, ale to bardzo dokładnie. I od pomysłów bynajmniej nie stronili, przed twórczą myślą się nie wzbraniali, gdyż wyszła im z tego niemal godzina muzyki. To znów może odstraszać, bo nikt przecież nie powie, że jak na album to mało. Fakt, jest to album długi, pełen kontrastów, ale i płynnego i niezwykle umiejętnego między nimi lawirowania. Pomijając już aspekt różnorakich drobiazgów typu sample czy przerywniki, od płaczu dziecka po „komunikaty z Nostromo”, nagrania te to prawdziwy, napisałbym że „tęczowy”, ale to niektórym może się źle kojarzyć, kalejdoskop. Czego tu nie ma… Jest wczesny Death z „Scream Bloody Gore”, są techniczne zawijasy pod Pestilence, zwolnienia w stylu Autopsy, rytmiczne tempa jak u Obituary, sprzężenia autorstwa Incantation, kapka nawiązujących do bardziej nowoczesnego grania dysonansów, zrywy z solówkami w tle nieco przypominające naszego Vadera, trochę wczesnego oblicza death metalu spod znaku Morbid Angel, no kurwa jest wszystko, co w gatunku najlepsze. Chwilami chłopaki odjeżdżają też w stronę pierwszej płyty Cynic, tylko po to, by za chwilę przypierdolić w łeb kompletnie opozycyjnym, staroszkolnym riffen z Florydy. I robią to naprawdę z gracją i wyczuciem, nawet jeśli chwilami nie unikają niemal dosłownych cytatów (Może mam jakieś swoje schizy, ale linie wokalne, i barwa głosu w „Renumeration” kojarzy mi się bardzo bezpośrednio z „Isolated” Morgoth). Zresztą to, o czym dotychczas wspomniałem, to i tak nie wszystko, bo gdyby się rozdrabniać, to byłoby tych porównań więcej. Cz recenzja może jednak opierać się tylko na odniesieniach do klasyków? Tak, kurwa, może! Tak samo jak muzyka, jeśli jest tworzona z sercem. A Viogression zdecydowanie czują klimat, przede wszystkim, lat dziewięćdziesiątych, i potrafią w ponadprzeciętnie udany sposób oddać hołd najwspanialszemu okresowi gatunku. Z obowiązku wspomnę jeszcze, że materiał ten brzmi tak jak brzmieć powinien, i nikt pod tym względem narzekać nie ma prawa. A, no i wokale… Tak samo barwne i różnorodne jak sama muzyka, a zarazem pozostające w konwencji death metalowej, bo lekkich odchyleń pod tytułem „frazy mówione” nie będę przecież uznawał za żadną awangardę. Dziwi mnie, że żaden większy label chłopaków nie wydał, bo zdecydowanie na to zasługują. Mi ten krążek po kilku odsłuchach wszedł niczym nóż w masełko, mimo iż początkowo z deka odstraszał swoją, jak się zaraz okazało, największą zaletą – różnorodnością. Czasem warto być cierpliwym.

- jesusatan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz