Blasfemator / Sepulcral
“Bestial Rites of Morbid
Lust”
Murder Rec. 2025
Ja pierdolę, jak ja kocham takie wydawnictwa. Totalnie
czuję się jakbym nadal był w podstawówce a kalendarz wskazywał roku
dziewięćdziesiąty. Dzierżę w dłoni kasetę magnetofonową zawierającą dwa
kompletnie Mie nieznane (nic dziwnego, bo to debiutanci) zespoły, słucham jej
na zapętleniu i przestać nie mogę. Grają one bowiem piosenki, które właśnie w
tamtym okresie robiły mi z mózgu kogel – mogel, tudzież kształtowały
ostatecznie mój muzyczny gust. Panie i panowie, oto przed wami dwie kapele,
które najprawdopodobniej przeszły eksperyment hibernacji równie udanie co nasz
kultowy Maks i Albercik. Na początek dwoma utworami pluje nam w twarz grecki
Blasfemator. Nazwa w chuj oryginalna, prawda? Nie zdziwi was zatem fakt, iż
podobnie jest z muzyką. Tutaj nie ma nic innego jak całkowity worship dla
starej szkoły death / black metalu. Aż głupio mi wymieniać, czym te dźwięki
śmierdzą, bowiem każdy, kto w tamtych czasach dorastał znajdzie w tych sześciu
minutach przynajmniej kilka bardzo wyraźnych inspiracji. Jest to bowiem
prawdziwy miks obu Ameryk i wszystkiego, co te dwa kontynenty nam w „złotej
erze” zafundowały. Prymitywne, ale nie banalne riffowanie, wściekłość płynąca z
każdego akordu, rzygające jadem wokalizy i garażowe brzmienie. Kompletnie nic
innowacyjnego, i całe, kurwa, szczęście! Nie chodzi tu bowiem o odkrywanie,
nomen omen, Ameryki, ale o ten feeling, który towarzyszył twórczości
najbardziej zasłużonych dziś klasyków. Grecy walą bezczelnie w ryj tym, czego
ojcowie chrzestni gatunku ich nauczyli, i czynią to z niebywałą klasą. Nokaut!
Druga strona taśmy, mimo iż spłodzona w odległej od Aten Kolumbii, wcale nie
prezentuje się z gorszej strony. Pozostajemy w podobnym klimacie, czyli
klimacie staroci granych przez zespół młody, w taki sposób, że można mieć
wątpliwości, czy to aby nie jakieś nagrania wygrzebane Diabłu z dupy. Panowie
rozpoczynają zajebistym intrem na basie, po czym nadchodzi „Bestial Rape”, i
gwarantuję, że tytuł ten doskonale odzwierciedla jego zawartość. Mocne odniesienia
do Sarcofago czy innych kultowych wykwitów ze wspomnianego zakątka globu są
tutaj wszechobecne, a każda z trzech kompozycji Sepulcral to ogromny pokłon dla
mistrzów gatunku. Także w tym przypadku mamy do czynienia z wybitnie zdolnym
uczniem, który chwilami mógłby z nauczycielem stawać w szranki. Nie ma sensu
rozwodzić się nad strukturą poszczególnych ciosów, bowiem ta jest dość prosta i
oparta na pradawnej zasadzie – napierdalać! Poza bezlitosnymi riffami na uwagę
zasługują wokale, nie tylko growlowane, także szeptane, ale z taką nienawiścią,
że można dostać ciarek na plecach. I te prymitywne perkusyjne rytmy… No kurwa,
poezja. Może ja jestem jakiś pierdolnięty, ale mi naprawdę nic więcej w muzyce
nie potrzeba, poza tym, co ten split serwuje. To jest prawdziwy, staroszkolny,
kurwa, metal, za który jestem w stanie umrzeć. Jak sobie nie sprawicie tej
taśmy, to zalecam zrobienie testu na pozera (był kiedyś chyba dostępny w
którymś numerze Wolfpacka). Dla mnie ten split to absolutna bomba!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz