czwartek, 10 lipca 2025

Recenzja Blasfemator / Sepulcral “Bestial Rites of Morbid Lust”

 

Blasfemator / Sepulcral

“Bestial Rites of Morbid Lust”

Murder Rec. 2025

Ja pierdolę, jak ja kocham takie wydawnictwa. Totalnie czuję się jakbym nadal był w podstawówce a kalendarz wskazywał roku dziewięćdziesiąty. Dzierżę w dłoni kasetę magnetofonową zawierającą dwa kompletnie Mie nieznane (nic dziwnego, bo to debiutanci) zespoły, słucham jej na zapętleniu i przestać nie mogę. Grają one bowiem piosenki, które właśnie w tamtym okresie robiły mi z mózgu kogel – mogel, tudzież kształtowały ostatecznie mój muzyczny gust. Panie i panowie, oto przed wami dwie kapele, które najprawdopodobniej przeszły eksperyment hibernacji równie udanie co nasz kultowy Maks i Albercik. Na początek dwoma utworami pluje nam w twarz grecki Blasfemator. Nazwa w chuj oryginalna, prawda? Nie zdziwi was zatem fakt, iż podobnie jest z muzyką. Tutaj nie ma nic innego jak całkowity worship dla starej szkoły death / black metalu. Aż głupio mi wymieniać, czym te dźwięki śmierdzą, bowiem każdy, kto w tamtych czasach dorastał znajdzie w tych sześciu minutach przynajmniej kilka bardzo wyraźnych inspiracji. Jest to bowiem prawdziwy miks obu Ameryk i wszystkiego, co te dwa kontynenty nam w „złotej erze” zafundowały. Prymitywne, ale nie banalne riffowanie, wściekłość płynąca z każdego akordu, rzygające jadem wokalizy i garażowe brzmienie. Kompletnie nic innowacyjnego, i całe, kurwa, szczęście! Nie chodzi tu bowiem o odkrywanie, nomen omen, Ameryki, ale o ten feeling, który towarzyszył twórczości najbardziej zasłużonych dziś klasyków. Grecy walą bezczelnie w ryj tym, czego ojcowie chrzestni gatunku ich nauczyli, i czynią to z niebywałą klasą. Nokaut! Druga strona taśmy, mimo iż spłodzona w odległej od Aten Kolumbii, wcale nie prezentuje się z gorszej strony. Pozostajemy w podobnym klimacie, czyli klimacie staroci granych przez zespół młody, w taki sposób, że można mieć wątpliwości, czy to aby nie jakieś nagrania wygrzebane Diabłu z dupy. Panowie rozpoczynają zajebistym intrem na basie, po czym nadchodzi „Bestial Rape”, i gwarantuję, że tytuł ten doskonale odzwierciedla jego zawartość. Mocne odniesienia do Sarcofago czy innych kultowych wykwitów ze wspomnianego zakątka globu są tutaj wszechobecne, a każda z trzech kompozycji Sepulcral to ogromny pokłon dla mistrzów gatunku. Także w tym przypadku mamy do czynienia z wybitnie zdolnym uczniem, który chwilami mógłby z nauczycielem stawać w szranki. Nie ma sensu rozwodzić się nad strukturą poszczególnych ciosów, bowiem ta jest dość prosta i oparta na pradawnej zasadzie – napierdalać! Poza bezlitosnymi riffami na uwagę zasługują wokale, nie tylko growlowane, także szeptane, ale z taką nienawiścią, że można dostać ciarek na plecach. I te prymitywne perkusyjne rytmy… No kurwa, poezja. Może ja jestem jakiś pierdolnięty, ale mi naprawdę nic więcej w muzyce nie potrzeba, poza tym, co ten split serwuje. To jest prawdziwy, staroszkolny, kurwa, metal, za który jestem w stanie umrzeć. Jak sobie nie sprawicie tej taśmy, to zalecam zrobienie testu na pozera (był kiedyś chyba dostępny w którymś numerze Wolfpacka). Dla mnie ten split to absolutna bomba!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz