poniedziałek, 23 czerwca 2025

Recenzja Affliction Vector „Contra Hominen”

Affliction Vector

„Contra Hominen”

Iron Bonehead 2025

Ależ tutaj mamy tornado! Affliction Vector to włoski duet muzyków udzielających się wcześniej w formacjach, których nazwy i tak pewnie większości z was nic nie powiedzą. Zresztą w kontekście debiutanckiego pod nowym szyldem albumu są one nieistotne. Pisząc o debiucie, mam na myśli jego pełen wymiar, bo wcześniej ukazała się jeszcze EP-ka zespołu, której słyszeć mi nie było dane, a co na pewno nadrobię, i to biegusiem. „Contra Nominen” rozpoczyna się zagraną na pianinie melodią z pozytywki, ale kto się spodziewa melancholii, albo doomowego smucenia, ten bardzo szybko zostaje sprowadzony na ziemię. W zasadzie to o nią ciśnięty, bo Włosi wchodzą a kopa, na pełnej pizdzie, i jeśli nie liczyć krótkich instrumentalnych przerywników, nie spuszczają z tonu przez niemal pół godziny. Mieszanka death i black metalu w ich wykonaniu to prawdziwa burza, niepohamowany żywioł, który niszczy wszystko na swojej drodze, chaos ledwo dający się utrzymać przez muzyków w ryzach. Myślę, że najbardziej zobrazuje te nagrania bezpośrednie porównanie, którego słuchając tej pożerającej wszechświat nawałnicy nie sposób uniknąć. Jeśli połączycie ze sobą, co samo z siebie już wydaje się zadaniem niewyobrażalnym, intensywność Teitanblood, wściekłe riffowanie Omegavortex i moc Concrete Winds, to jesteście dokładnie tam, gdzie być powinniście. Affliction Vector łączą ze sobą absolutnie niemelodyjne, tworzone chyba dość spontanicznie, a jednocześnie płynnie się zazębiające harmonie w taki sposób, że nie sposób nie dostać zawrotów głowy albo eksplodować od środka, bowiem gdyby nie wspomniane wcześniej interludia, to można by zapomnieć, że po wdechu należy zrobić wydech. To, co dzieje się na tym albumie to jest czysty rozpierdol, rozpędzony do granic możliwości buldożer, którego ogarnięcie na pewno nie będzie dane każdemu. A co najważniejsze, całość brzmi na tyle selektywnie, że nic w tej teoretycznej ścianie dźwięku nie ginie. Jeśli macie na półce trzy wyżej wymienione zespoły, to „Contra Hominen” możecie kupować w ciemno, żeby nie psuć sobie dziewiczego odsłuchu z fizycznego nośnika. Gwarantuję stuprocentową satysfakcję graniczącą z ekstazą. A jeśli ktoś poczuje się zawiedziony, to może przyjść, urwać mi łeb i naszczać do szyi.

- jesusatan





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz