XificurK
„1096”
Mara Prod. 2025
Xificurk to kolejny przedstawiciel krajowego
podziemia, który właśnie postanowił objawić się nam w pełnej krasie. Po dwóch EP-kach
panowie wydali przed chwilą pełnometrażowy, trwający ponad pięćdziesiąt minut
materiał, pod banderą Mara Productions. Można powiedzieć, że black metalowe
hordy pojawiają się u nas ostatnio jak grzyby po deszczu, zatem coraz trudniej
oddzielać ziarno od plew. Prawda to, nie zaprzeczę. Czy warto zatem sięgnąć po
„1096”? Myślę, że mimo wszystko tak, o ile lubi się black metal niejednolity i
nie sięgający jedynie do pospolitych źródeł. Mam na myśli, że kompozycje
XificurK nie odnoszą się bezpośrednio do ściśle określonych klasyków. Z grubsza
powiedzieć, można, iż panowie grają black metal w klimatach skandynawskich,
bowiem w ich twórczości znajdziemy po trochu i szkoły norweskiej, i szwedzkiej,
a gdzieniegdzie nawet fińskiej. Czyli poza chłodnymi i tnącymi niczym brzytwa
harmoniami znajdzie się tutaj miejsce dla melodii, czy też bardziej klasycznego
kostkowania, w niektórych partiach zahaczającego nawet głębiej o klasykę metalu
jako tako. Gdynianie bardzo sprawnie poruszają się między wspomnianymi
odłamami, tworząc z nich niezaprzeczalnie mozaikę własną. Sporo tutaj zmian
tempa i przejść z szybkich tremolo we fragmenty bardziej nastrojowe. Jeśli już
o nastroju, to wspomnieć należy jeszcze o utworach ambientowych, których na
albumie tym znajdziemy aż cztery. Mimo iż trwają one zusammen do kupy niemal
dwadzieścia minut, to bynajmniej nie wybijają słuchacza z panującego na płycie
klimatu. Wręcz przeciwnie, uważam, że te przerywniki, podobnie jak pojawiające
się na „1096” w całkiem nawet sporej ilości klawisze, są merytorycznie
uzasadnione i pełnią niezwykle istotną funkcję. Podobnie jak teksty (w tym
jeden po naszemu), całkiem niegłupie, i skupiające się wokół ogólnego konceptu
płyty, którym są historyczne wydarzenia z okresu pierwszej wyprawy krzyżowej.
Trzeba przyznać, że XificurK jakiś pomysł na siebie mają, a przede wszystkim,
zdecydowali się na trudniejszą drogę muzyczną, czyli poszukiwanie własnego
stylu zamiast czerpania chochlą z powszechnie znanych źródeł inspiracji. Nie
powiem, że jest to debiut na miarę jakiegoś wielkiego objawienia, jednak
zdecydowanie dobry prognostyk na przyszłość. Jeśli znajdziecie wolną godzinkę,
to sięgnijcie po „1096” i sami oceńcie, czy z tego zboża będzie chleb. Ja
uważam, że warto dać chłopakom szansę, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, o czym
wspomniałem na początku. Notują zatem nazwę XificurK w pamięci i czekam na
następny krok.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz