środa, 18 czerwca 2025

Recenzja Lord Belial „Unholy Trinity”

 

Lord Belial

„Unholy Trinity”

Hammerheart Records 2025

Któż ich nie zna. Szwedzi grają nie od wczoraj i wyraźny ślad w historii black metalu zdążyli już odcisnąć. Niebawem, bo w ostatniej dekadzie czerwca powrócą z dziesiątym albumem, który niczym nowym w ich wykonaniu nie jest, ale fani szwedzkiego i mocno zaprawionego melodią ujęcia tego gatunku powinni być ukontentowani. W gruncie rzeczy nie wiem zupełnie co mam powiedzieć, ponieważ najnowsza płyta Lord Belial to po prostu Lord Belial. Mainstreamowy bleczur, który jest dobrze wyprodukowany, posiada odpowiednie brzmienie i siecze na prawo i lewo mieszanką epickich chwytliwości, przywdziewających okresowo wojownicze szaty oraz szybkimi blastami, zsyłając trochę śniegu i wojennych rytmów. Panowie na „Unholy Trinity” potrafią także zwolnić i przejść w miarowe riffy, które w towarzystwie klawiszowego podkładu i chórów tworzą nieco melancholijno-mroczny klimat. Poza zwyczajowymi akordami i tremolo, które płyną z różnym natężeniem, Lord Belial nieźle momentami kombinują, zmieniając kostkowanie, jego prędkość oraz wciskając w swoją, dość gęstą zawieruchę sporo wirtuozerskich zagrywek o ostrej, wręcz kłującej barwie i schizoidalnym charakterze. Mocno ubarwiają one ten tak naprawdę typowy dla melodyjnej szwedzizny materiał i wraz z kilkoma atmosferycznymi fragmentami są dla niego małym akceleratorem, który podbija jego atrakcyjność. Można lubić bądź nie muzykowanie tych Szwedów, ale trzeba przyznać, że ci weterani doskonale dają sobie radę i po raz kolejny skomponowali siarczysty krążek. Może diabolicznością się nie wyróżnia ani szczególnych ciemności nie zsyła, lecz potrafi chwycić za gardło i delikatnie kopnąć w dupę. Ja nie gustuję, ale wielbicielom Lord Belial, Dissection czy Dark Funeral i kolejnych ich klonów i tak w żaden sposób „Unholy Trinity” obrzydzić nie zdołam, dlatego tylko polecić to wydawnictwo mi im pozostaje.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz