Prymityw
„Ślad
Przeszłości / Hymn Potępieńczych Widm”
Under the Sign of Garazel 2025
Pod nazwą Prymityw kryje się niejaki Parasitus,
który jest sobie w tym projekcie sterem, żeglarzem i okrętem. Chłop działa na
scenie już ponad dziesięć lat, i zdążył zarejestrować demówkę oraz dwie EP-ki,
które to wznawia właśnie na srebrnym dysku Under the Sign of Garazel. Rzeczona
nazwa obiła mi się kiedyś o uszy, lecz nie zapadła jakoś szczególnie w pamięć.
Myślę zresztą, że po kilkukrotnym wysłuchaniu tych dwóch sesji nagraniowych, ów
stan rzeczy jakoś szczególnie się nie zmieni. Powód takiego obrotu sprawy jest
bardzo prosty. Prymityw, to, jak nazwa sugeruje, dość prymitywny black metal,
który tak naprawdę niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie znajdziemy tutaj
bowiem kompletnie niczego, co nie zostałoby już wcześnie zagrane. Owszem, jeśli
lubujemy się w staroszkolnym, surowym black metalu z lekkim punkowym podszyciem,
to to wydawnictwo może nas zainteresować, bowiem taką muzyką para się
Parasitus. Te dwie, trwające prawie czterdzieści minut EP-ki, to w takim
przypadku wszystko, czego nam do szczęścia potrzebne. Pod warunkiem, że nie
jesteśmy specjalnie wymagający. Pod względem samej formuły nie ma się do czego
przyczepić. Mamy tutaj głównie średnie, i nieco szybsze tempa, kompozycje
oparte na kilku chwytach przywodzących na myśl wczesne lata dziewięćdziesiąte i
rodzącą się w tamtym okresie w rejonach skandynawskich surowiznę. Żadnych
klawiszy, kobiecych zaśpiewów czy hipnotycznych dysonansów. Jedynymi przerwami
w których możemy nieco oczyścić płuca z wszechobecnej siarki są akustyczne
przerywniki (w tym intro / outro) o charakterze leśno-folkowym. Reszta to
wspomniana już przed chwilą klasyka. Brzmi to poprawnie (czytaj: garażowo), w
ogólnym rozrachunku nawet nie nudzi, ale też i specjalnie nie porywa. Niczym
nie zachwyca też wokal, będący solidnym, blackmetalowy charczeniem, jak nie
trudno się domyśleć, w naszym języku narodowym. Patrząc na to wydawnictwo
czysto obiektywnie, uważam, że skierowane jest ono do bardzo wąskiej grupy
odbiorców, którzy to ową odmianą black metalu żyją i wciągają nosem wszystko,
co się w jej ramach ukazuje. Nie powiem, że osobiście w prostocie nie gustuję,
wręcz przeciwnie. Obecnie jest jednak na rynku zdecydowanie więcej pozycji
wartych większej uwagi, a doba ma, niestety, tylko dwadzieścia cztery godziny.
Chcecie zatem, to sprawdzajcie, bo część z was zapewne znajdzie ten materiał
wartościowym. W moich oczach kompilacja ta jest solidna. Tylko tyle, i aż tyle.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz