niedziela, 15 czerwca 2025

Recenzja Decryptal „Simulacre”

 

Decryptal

„Simulacre”

Rotted Life/Me Saco Un Ojo (2025)

 


Lubicie francuską Kanadę i zatęchły death metal? Już pierwszy epitet powinien być wystarczającym wabikiem do tego, aby zapoznać się z debiutanckim albumem Decryptal. Grupa debiutowała dwa lata temu demówką „Sabazios Culte” i mocno zaznaczyła swoją obecność w deathmetalowym podziemiu. Nie inaczej powinno być z „Simulacre”, które niedługo ujrzy światło dzienne. A co my tu mamy? A no mamy podziemny death metal z krwi i kości, który oferuje dużo więcej niż tonę pogłosu i brzmieniowe efekty. To death metal z krwi i kości, który u swych podstaw odwołuje się do przedwiecznej klasyki gatunku – Necrovore, Morbid Angel, Sadistic Intent, Mortem czy Incubus. Niemniej, jak na reprezentanta kanadyjskiej sceny przystało, schematy te zostały złamane, a raczej stanowią tutaj tylko bazę wypadową do przesuwania akcentów. Choć zawartość „Simulacre” to muzyka wyrazista, czytelna i masywna to nie stroni od wycieczek w nieco bardziej techniczne, a raczej bardziej urozmaicone formy. Instrumenty nie piłują na oślep, mało tutaj thrashowej podwaliny, a mimo to całość wydaje się być zaskakująco surowa. Wcale nie takie okazjonalne wygibasy i łamanie prostej rytmiki doskonale wkomponowały się w piwniczne, osadzone w deathmetalowej tradycji kompozycje. Praca sekcji, choć daleka od tego, by trafić do kanonów technicznego grania (z którego przecież Kanada jest znana) serwuje całkiem zgrabny bukiet smaczków. Grobowo brzmiące gitary nasuwające skojarzenia z Incantation skutecznie robią swoje nie wychodząc poza utarte schematy, a unoszący się nad całością, pierwotny, okraszony echem growl uwypukla złowrogą atmosferę tego wydawnictwa. Miałem tutaj sporo skojarzeń z ostatnim pełniakiem chilijskiego Invocation przy czym Decryptal gra trochę wolniej i bardziej stara się akcentować niuanse. Nie jest tu też wydawnictwo tak intensywne jak np. wczesne nagrania Sedimentum, ani tak techniczne. Muzyka Decryptal jest cholernie łatwo przyswajalna, a mimo to nie wykłada od razu wszystkich kart na stół. Nawet jeśli daleki jestem od gloryfikowania tych dźwięków, to szczerze trzeba tym gościom oddać, że są bardzo świadomi tego co robią i robią to naprawdę dobrze. Z mojej strony pełna rekomendacja, tym bardziej, że w tym roku brakuje mi trochę naprawdę dobrych, równych, rasowo deathmetalowych wydawnictw.


                                              Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz