Decryptal
„Simulacre”
Rotted Life/Me Saco Un Ojo (2025)
Lubicie
francuską Kanadę i zatęchły death metal? Już pierwszy epitet powinien być
wystarczającym wabikiem do tego, aby zapoznać się z debiutanckim albumem
Decryptal. Grupa debiutowała dwa lata temu demówką „Sabazios Culte” i mocno
zaznaczyła swoją obecność w deathmetalowym podziemiu. Nie inaczej powinno być z
„Simulacre”, które niedługo ujrzy światło dzienne. A co my tu mamy? A no mamy
podziemny death metal z krwi i kości, który oferuje dużo więcej niż tonę
pogłosu i brzmieniowe efekty. To death metal z krwi i kości, który u swych
podstaw odwołuje się do przedwiecznej klasyki gatunku – Necrovore, Morbid
Angel, Sadistic Intent, Mortem czy Incubus. Niemniej, jak na reprezentanta
kanadyjskiej sceny przystało, schematy te zostały złamane, a raczej stanowią
tutaj tylko bazę wypadową do przesuwania akcentów. Choć zawartość „Simulacre”
to muzyka wyrazista, czytelna i masywna to nie stroni od wycieczek w nieco
bardziej techniczne, a raczej bardziej urozmaicone formy. Instrumenty nie
piłują na oślep, mało tutaj thrashowej podwaliny, a mimo to całość wydaje się
być zaskakująco surowa. Wcale nie takie okazjonalne wygibasy i łamanie prostej
rytmiki doskonale wkomponowały się w piwniczne, osadzone w deathmetalowej tradycji
kompozycje. Praca sekcji, choć daleka od tego, by trafić do kanonów
technicznego grania (z którego przecież Kanada jest znana) serwuje całkiem
zgrabny bukiet smaczków. Grobowo brzmiące gitary nasuwające skojarzenia z
Incantation skutecznie robią swoje nie wychodząc poza utarte schematy, a
unoszący się nad całością, pierwotny, okraszony echem growl uwypukla złowrogą
atmosferę tego wydawnictwa. Miałem tutaj sporo skojarzeń z ostatnim pełniakiem
chilijskiego Invocation przy czym Decryptal gra trochę wolniej i bardziej stara
się akcentować niuanse. Nie jest tu też wydawnictwo tak intensywne jak np.
wczesne nagrania Sedimentum, ani tak techniczne. Muzyka Decryptal jest
cholernie łatwo przyswajalna, a mimo to nie wykłada od razu wszystkich kart na
stół. Nawet jeśli daleki jestem od gloryfikowania tych dźwięków, to szczerze
trzeba tym gościom oddać, że są bardzo świadomi tego co robią i robią to
naprawdę dobrze. Z mojej strony pełna rekomendacja, tym bardziej, że w tym roku
brakuje mi trochę naprawdę dobrych, równych, rasowo deathmetalowych wydawnictw.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz