Psudoku
„Psudoktrination”
Selfmadegod Records 2025
Psudoku
to norweski, solowy projekt, który na początku czerwca za pośrednictwem
Selfmadegod Records wydał czwartą płytę. Wcześniejszych zupełnie nie znam, bo
rzadko poruszam się po grindcorowych produkcjach, ale ta zrobiła na mnie
niemałe wrażenie. To kosmiczna wersja grinda, który zagrany na radioaktywnych
gitarach pomieszanych z nadpobudliwą sekcją rytmiczną i samplami, zapierdala do
przodu niczym wkurwione dziecko z ADHD po wpadnięciu w hiperkinetyczny szał. To
szybkie i rwane riffy, uderzające na oślep i robiące mętlik w głowie niczym
skrajnie popierdolona improwizacja jazzowa, która momentami przeistacza się w
coś na podobę gitarowego The Prodigy. Jeśli macie ochotę na odreagowanie
korporacyjnych absurdów czy też w ogóle pojebanej roboty, albo to nie Wasz
dzień to sięgajcie po „Psudoktrination”, który zlasuje Wam mózg i zrobi
skuteczny reset. Szalone akordy w towarzystwie dudniącej sekcji, a wszystko
ubrane w syntetyczne brzmienie, zabierze Was do innego wymiaru. Przemieli,
wygniecie i wypluje z powrotem w nowej i gotowej formie, abyście mieli siłę
dalej mierzyć się z wariactwem współczesnego świata. Mieszanka spazmatycznych
dźwięków, układających się w abstrakcyjną mozaikę, która poprzez
surrealistycznie połączone ze sobą nuty może większego, muzycznego sensu nie
ma, ale terapeutycznych umiejętności odmówić jej nie można. Pojechane melodie
zestawione są tutaj z brutalnością, a wszystko zebrane do kupy pędzi,
korzystając z nadświetlnego napędu, częstując amfetaminowymi rytmami, które
wykręcają ciało lepiej niż dziewczynkom w horrorach o opętaniu. No sami
przyznajcie, czyż to nie wspaniałe lekarstwo? Jest jedno „ale”, bo twórca
zapomniał dołączyć do tego albumu ulotki z formułką: „Przed użyciem zapoznaj
się z treścią ulotki dołączonej do tego wydawnictwa bądź skonsultuj się z
lekarzem lub farmaceutą”. Miłej kuracji wszystkim chętnym życzę.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz