Deathgoat
„Dragged Into Realms Below”
Xtreem Music (2025)
Finlandia i death metal to dla mnie wystarczające dwa argumenty, aby badać w ciemno kolejne wydawnictwa w ten sposób otagowane. W przypadku Deathgoat jest prościej, bo debiutancki album „Regurgitated Into Existence”, kręcił się u mnie przez jakiś czas i nie odszedł w zapomnienie w przeciwieństwie do setek innych wydawnictw. W żaden sposób nie było to wydawnictwo wybitne, ale było najzwyczajniej w świecie dobre, solidne, nie kłaniające się współczesnym trendom. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej propozycji Finów. „Dragged Into Realms Below” żadnej rewolucji nie przynosi, w dalszym ciągu mamy do czynienia z dobrym, europejskim metalem śmierci na starą modłę. I bardzo mnie przy tym cieszy fakt, że nie mamy tutaj oglądania się na Bolt Thrower czy późny Asphyx. Deathgoat serwują death metal mroczny i ciemny jak skandynawska dupa w noc polarną, nad całością unosi się specyficzny nerw i niepokój niczym cień Buki wieczorową porą w pokoju czterolatka. Niski growl doskonale koresponduje ze klasycznie szwedzkim brzmieniem, chropowatym, brudnym, trącym uszy słuchacza niczym papier ścierny o ziarnistości 80. Riffy walą po ryju aż miło, sekcja sukcesywnie robi swoje operując na prostych patentach, ale skutecznie budując dynamikę kawałków. Deathgoat w swoim graniu jest przy tym na wskroś europejski i nie stara się zamykać na szwedzkie bądź fińskie schematy, choć takowych jest tu najwięcej. Jest to muzyka relatywnie prosta, ale wystarczająco urozmaicona, aby skupić uwagę słuchacza na dłużej. Nikt tutaj nie przekracza Rubikonu, ani nikt nie sili się na oryginalność, ale to żaden zarzut. „Dragged Into Realms Below” wydaje się być zaskakująco intensywnym, a zarazem bardzo konsekwentnym w swojej konwencji materiałem, co czyni go spójnym i wybijającym się zdecydowanie ponad przeciętność. Ci goście cholernie umiejętnie operują tempem, bardzo zgrabnie przechodząc z marszowych, kroczących pochodów w bardziej eksplozywną i intensywną sieczkę w szybkim tempie i z powrotem, nie gubiąc przy tym wątku, nie tracąc zbudowanego nastroju i nie rozmywając pomysłów. Uwagę też zwracają solówki – obecne, klasyczne, wyraziste, ale dalekie od perlistości czy pozagatunkowego onanizmu. Odnajduję w nich sporą wartość dodaną dla całości, tym bardziej, że tego typu zabiegi wydają się być coraz rzadsze na tym poletku. I choć mam świadomość, że nagrania tu zamieszczone jeszcze nie pozwalają umieszczać Deathgoat w elicie współczesnej sceny deathmetalowej to miłośnicy klasycznego metalu śmierci mają tutaj plac zabaw cholernie wysokiej próby. I nawet jeśli Deathgoat niespecjalnie rozwinął skrzydła, to po raz kolejny dostarczył nam bardzo dobry, sprawnie zagrany i sprawiający dużo frajdy materiał. Ja szczerze polecam, bo nie wątpię, że będę do Finów wracał – podobnie jak w przypadku poprzedniego pełniaka – nie raz i dopóki będą rejestrować materiały o jakości porównywalnej do „Dragged Into Realms Below” to powodu do narzekania nie znajdę. Póki co słuchać i głosić pochwały dalej, bo szkoda, żeby ten dobry zespół był marginalnie rozpoznawany.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz