czwartek, 19 czerwca 2025

Recenzja Avenger “Minster of Madness / The Black Zone”

 

Avenger

“Minster of Madness / The Black Zone”

Black Flame Rebellion 2024

Zastanawiam się, jak to jest w ogóle możliwe, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z nazwą Avenger. A tym bardziej z muzyką. Fakt ten wyjątkowo dziwi mnie przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, chłopaki kują ten swój metal (choć obecnie z kompletnie innej formie niż na początku) już ponad trzy dekady, i zdążyli zarejestrować siedem dużych krążków, nie licząc drobnicy. I po drugie, to co znalazłem na tej kompilacji, to jest dokładnie taka muzyka, jaka przygrywała mi w duszy najgłośniej w latach, gdy materiał ten powstawał. Zresztą nadal przygrywa, ale cofnijmy się jednak do pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy to obie sesje nagraniowe miały miejsce. „Minster of Madness” i „The Black Zone” to klasyczny death metal z tamtego okresu. Chyba jedyną wadą tych demówek jest to, iż do kanonu gatunku nie wniosły one absolutnie niczego odkrywczego. Były bardziej próbą naśladowczą w wykonaniu zapatrzonych głównie na Szwecję i Finlandię Czechów. I to próbą całkiem udaną, bowiem słuchając tych trzynastu kompozycji (w zasadzie dwunastu, bo jedna ze ścieżek to intro) dziś czuję powiew przynoszącego burzę wiatru sprzed trzech dziesięcioleci. Avenger co prawda nie szli w ekstremę, bardziej skupiali się na szczegółowym dopracowaniu swoich kompozycji, ich różnicowaniu i wplataniu w nie elementów lekko eksperymentalnych (jak na tamte czasy). Stąd, jeśli o Avenger słyszycie po raz pierwszy, powinniście radary ustawić bardziej na Gorement, Amorphis czy Utumno niż Entombed i God Macabre. Bardzo dużo w tych kompozycjach soczystego riffowania podbitego ciepło pulsującym basem, melodii unoszących w górę celem okazania krajobrazów pięknych, acz niebezpiecznych terenów północy, umiejętnego mieszania tempem i płynących zwinnie solówek. Wokalnie mamy tutaj głęboki i charczący głos (po pepicku, ale nie rzuca się to w uszy), choć słychać momentami, że nie jest to jeszcze gardziel sięgająca samego dna piekieł. Trochę zaskakuje fakt, iż brzmienie na drugim demo jest zauważalnie słabsze niż na debiutanckim, ale z drugiej strony wynagradza to muzyka, która stała się bardziej dojrzała, autorska i jeszcze bogatsza w zapamiętywane akordy. W późniejszym stadium kariery zespół z Czech poszedł w klimaty blackmetalowe, gdzie (co stwierdzam po szybkim riserczu) odnalazł się całkiem nieźle, jednak mi zdecydowanie bardziej do gustu przypadł etap śmierćmetalowy. Kto zespół zna, nie będzie mojej rady potrzebował, lecz pozostali, o ile bliskie im są opisane wyżej klimaty, powinni sięgnąć po te nagrania. Nawet jeśli nie jest to najwyższa półka, to są one na tyle solidne, że u niejednego wywołają nutkę nostalgii. Uważam tą kompilację za bardzo pouczające i wartościowe wydawnictwo.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz