Avenger
“Minster of Madness / The
Black Zone”
Black Flame Rebellion 2024
Zastanawiam się, jak to jest w ogóle możliwe, że
nigdy wcześniej nie spotkałem się z nazwą Avenger. A tym bardziej z muzyką.
Fakt ten wyjątkowo dziwi mnie przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze,
chłopaki kują ten swój metal (choć obecnie z kompletnie innej formie niż na
początku) już ponad trzy dekady, i zdążyli zarejestrować siedem dużych krążków,
nie licząc drobnicy. I po drugie, to co znalazłem na tej kompilacji, to jest
dokładnie taka muzyka, jaka przygrywała mi w duszy najgłośniej w latach, gdy
materiał ten powstawał. Zresztą nadal przygrywa, ale cofnijmy się jednak do
pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy to obie sesje nagraniowe miały
miejsce. „Minster of Madness” i „The Black Zone” to klasyczny death metal z
tamtego okresu. Chyba jedyną wadą tych demówek jest to, iż do kanonu gatunku
nie wniosły one absolutnie niczego odkrywczego. Były bardziej próbą naśladowczą
w wykonaniu zapatrzonych głównie na Szwecję i Finlandię Czechów. I to próbą
całkiem udaną, bowiem słuchając tych trzynastu kompozycji (w zasadzie dwunastu,
bo jedna ze ścieżek to intro) dziś czuję powiew przynoszącego burzę wiatru
sprzed trzech dziesięcioleci. Avenger co prawda nie szli w ekstremę, bardziej
skupiali się na szczegółowym dopracowaniu swoich kompozycji, ich różnicowaniu i
wplataniu w nie elementów lekko eksperymentalnych (jak na tamte czasy). Stąd,
jeśli o Avenger słyszycie po raz pierwszy, powinniście radary ustawić bardziej
na Gorement, Amorphis czy Utumno niż Entombed i God Macabre. Bardzo dużo w tych
kompozycjach soczystego riffowania podbitego ciepło pulsującym basem, melodii
unoszących w górę celem okazania krajobrazów pięknych, acz niebezpiecznych
terenów północy, umiejętnego mieszania tempem i płynących zwinnie solówek.
Wokalnie mamy tutaj głęboki i charczący głos (po pepicku, ale nie rzuca się to
w uszy), choć słychać momentami, że nie jest to jeszcze gardziel sięgająca
samego dna piekieł. Trochę zaskakuje fakt, iż brzmienie na drugim demo jest
zauważalnie słabsze niż na debiutanckim, ale z drugiej strony wynagradza to
muzyka, która stała się bardziej dojrzała, autorska i jeszcze bogatsza w
zapamiętywane akordy. W późniejszym stadium kariery zespół z Czech poszedł w
klimaty blackmetalowe, gdzie (co stwierdzam po szybkim riserczu) odnalazł się
całkiem nieźle, jednak mi zdecydowanie bardziej do gustu przypadł etap
śmierćmetalowy. Kto zespół zna, nie będzie mojej rady potrzebował, lecz
pozostali, o ile bliskie im są opisane wyżej klimaty, powinni sięgnąć po te
nagrania. Nawet jeśli nie jest to najwyższa półka, to są one na tyle solidne,
że u niejednego wywołają nutkę nostalgii. Uważam tą kompilację za bardzo
pouczające i wartościowe wydawnictwo.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz