Matraque
„Nature Morte”
Ashen Tree Rec. 2025
Matraque to młody zespół z Mińska. Chłopaki chyba
dopiero zaczynają swoją muzyczną przygodę, choć dwóch z nich grało już
uprzednio w projekcie o nazwie Rowan (ciekawe czy Atkinson). „Nature Morte” to debiutancki krążek
zawierający niecałe czterdzieści minut muzyki z gatunku sludge / death / doom.
I o ile często w takim przypadku gatunki te wymieniane są trochę na wyrost, bo
chętnie idą w parze jako hasło reklamowe, tak w przypadku Białorusinów faktycznie
mamy tutaj wszystkiego po trochu. Od razu zaznaczam, że nie jest to muzyka zbyt
oryginalna i porównań można się dla niej doszukać co niemiara, jednak w tym
konkretnym przypadku muzycy udowadniają, iż nawet biorąc niewyszukane
składniki, dostępne na wyciągnięcie ręki, można stworzyć coś ciekawego.
Znajdziemy zatem na tej płycie trochę efektów mogących kojarzyć się zarówno z
Esoteric jak i muzyką noise, różnorodność tempa, od deathmetalowego d-beatu po
totalne doły w stylu Winter, oraz, przede wszystkim, bardzo gęsty, misternie
budowany przytłaczający klimat. To prawda, że dźwięki na „Natura Morte”
najczęściej przewalają się, i to na styl nieco gruzowy, w tempie niespiesznym,
jednak Matraque nie zamyka się w ciasnym pokoju inspiracji i chętnie przechodzi
w rejony nieco agresywniejsze. Jednocześnie cały czas czuje się w płucach gęsty
dym, którym spowita jest zawartość omawianego krążka. Zapewne spora w tym
zasługa brzmienia tych nagrań, które to jest smoliste i nie brak mu
odpowiedniej wagi. Natomiast dodatkowy, przerażający efekt robią na tych
nagraniach wokale. Nie tylko głęboko growlujące, ale także wyrażana w wyższych,
nie mniej chropowatych rejestrach. Największy efekt daje zderzenie obu tonów w
chwilach prowadzenia przez nie swoistych przekrzykiwanek. Na pewno odrobinę
egzotyki dodaje też fakt, iż liryki wyrażana są w języku autorom rodzimym.
Muzyka Matraque potrafi zaintrygować, zainfekować strachem i wciągnąć niczym
czarna dziura. Głównie dlatego, że jest w tym kapka awangardy, ale i oparów
lawy, nawet ocierających się momentami o klimaty Iron Bonehead. „Natura Morte”
jest materiałem bezdyskusyjnie spójnym i trzymającym w napięciu od początku do
ostatniego taktu. Jest to także typowy grower, który po kilku odsłuchach
absolutnie nie daje się wyłączyć. Sprawdźcie sobie tych kolesi, bo naprawdę
warto.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz