wtorek, 3 czerwca 2025

Recenzja Matraque „Nature Morte”

 

Matraque

„Nature Morte”

Ashen Tree Rec. 2025

Matraque to młody zespół z Mińska. Chłopaki chyba dopiero zaczynają swoją muzyczną przygodę, choć dwóch z nich grało już uprzednio w projekcie o nazwie Rowan (ciekawe czy Atkinson).  „Nature Morte” to debiutancki krążek zawierający niecałe czterdzieści minut muzyki z gatunku sludge / death / doom. I o ile często w takim przypadku gatunki te wymieniane są trochę na wyrost, bo chętnie idą w parze jako hasło reklamowe, tak w przypadku Białorusinów faktycznie mamy tutaj wszystkiego po trochu. Od razu zaznaczam, że nie jest to muzyka zbyt oryginalna i porównań można się dla niej doszukać co niemiara, jednak w tym konkretnym przypadku muzycy udowadniają, iż nawet biorąc niewyszukane składniki, dostępne na wyciągnięcie ręki, można stworzyć coś ciekawego. Znajdziemy zatem na tej płycie trochę efektów mogących kojarzyć się zarówno z Esoteric jak i muzyką noise, różnorodność tempa, od deathmetalowego d-beatu po totalne doły w stylu Winter, oraz, przede wszystkim, bardzo gęsty, misternie budowany przytłaczający klimat. To prawda, że dźwięki na „Natura Morte” najczęściej przewalają się, i to na styl nieco gruzowy, w tempie niespiesznym, jednak Matraque nie zamyka się w ciasnym pokoju inspiracji i chętnie przechodzi w rejony nieco agresywniejsze. Jednocześnie cały czas czuje się w płucach gęsty dym, którym spowita jest zawartość omawianego krążka. Zapewne spora w tym zasługa brzmienia tych nagrań, które to jest smoliste i nie brak mu odpowiedniej wagi. Natomiast dodatkowy, przerażający efekt robią na tych nagraniach wokale. Nie tylko głęboko growlujące, ale także wyrażana w wyższych, nie mniej chropowatych rejestrach. Największy efekt daje zderzenie obu tonów w chwilach prowadzenia przez nie swoistych przekrzykiwanek. Na pewno odrobinę egzotyki dodaje też fakt, iż liryki wyrażana są w języku autorom rodzimym. Muzyka Matraque potrafi zaintrygować, zainfekować strachem i wciągnąć niczym czarna dziura. Głównie dlatego, że jest w tym kapka awangardy, ale i oparów lawy, nawet ocierających się momentami o klimaty Iron Bonehead. „Natura Morte” jest materiałem bezdyskusyjnie spójnym i trzymającym w napięciu od początku do ostatniego taktu. Jest to także typowy grower, który po kilku odsłuchach absolutnie nie daje się wyłączyć. Sprawdźcie sobie tych kolesi, bo naprawdę warto.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz