środa, 4 czerwca 2025

Recenzja Krypta Nicestwa „Remanenciis Rituum Execrabilium”

 

Krypta Nicestwa

„Remanenciis Rituum Execrabilium”

Lower Silesian Stronghold 2025

Ostatnim materiałem Krypty Nicestwa który słyszałem, była wydana pięć lat temu EP-ka „Sarkofagi Nocnych Zjaw”, i z tego co pamiętam, to nagrania te zrobiły na mnie spore wrażenie, głównie z powodu postępu, jaki zespół poczynił w porównaniu z pierwszą demówką. Słuchając debiutanckiego krążka duetu S / V, mam podobne odczucia. Zdaje się, iż pozostając w dość ograniczonych mimo wszystko ramach gatunku, muzycy po raz kolejny poczynili krok w poszukiwaniu, tudzież doskonaleniu, własnego stylu. „Remanenciis Rituum Execrabilium” to prawie trzy kwadranse surowego black metalu. Podkreślić jednak należy, że surowego, ale nie minimalistycznego. Zdecydowanie panowie wiedzą, jakie idee przyświecały narodzinom black metalu. To słychać tutaj bardzo głośno i wyraźnie. Przede wszystkim w prostocie zawartych na tym krążku siedmiu kompozycji. Pod tym względem można nieco odnieść się do pierwszych płyt Burzum, które w podobny sposób budowane były na jadowitych, niezwykle chłodnych riffach, bardzo udanie podkreślanych oszczędnymi, lecz odgrywającymi niezwykle istotną rolę klawiszowymi partiami w tle. Krypta Nicestwa nie sili się na jakieś karkołomne wycieczki w awangardę. Tutaj wszystko jest bardzo tradycyjne i poukładane według przepisu ze starego podręcznika. Przy okazji, podoba mi się lekki chaos, który, celowo lub nie, wkrada się do brzmienia tego materiału. Wspomniane klawisze raz wybrzmiewają głośno i wyraźnie, gdzie indziej jawią się ledwo słyszalnymi, podobnie jak bas, chwilami wypływający znienacka na pierwszy plan, że o bardzo garażowo płynnej sekcji rytmicznej nie wspomnę. Nie ma tutaj jednak jakiejś dysharmonii. Co więcej, dzięki owym niedociągnięciom, nie przekraczającym jednak cienkiej granicy nieudolności, nagrania te zyskują na autentyczności i kojarzyć się mogą z tym, co było chlebem powszednim na początku ostatniej dekady ubiegłego milenium. Osobne słowo należy się na tym krążku wokalom. Słychać, że V dość mocno zainspirował się twórczością Cultes Des Ghoules, i nikt mi nie wmówi, że jest to efekt przypadkowy. Tym bardziej, że nie widzę w tym nic złego, tak samo, jak nie słyszę dosłownego kopiowania stylu Marka, jedynie wyciąganie wniosków z pobieranych lekcji. A że przy okazji idealnie komponują się takie wariacje wokalne z samą muzyką, to tylko przyklasnąć. Dzięki temu ”Remanenciis Rituum Execrabilium” jest albumem niezaprzeczalnie surowym, będącym wzorowym spadkobiercą ojców gatunku, a jednocześnie na swój sposób intrygującym i nieszablonowym. I niech dowodem na to będzie choćby wieńczący całość „Mistyka Wściekłych Tworów Cieni”, utwór chyba najwolniejszy na całej płycie z zupełnie innymi niż dotychczas, obłąkańczo panicznymi wokalami, trochę w stylu Jana Kennetha Transetha na jednej z najlepszych demówek z norweskim black metalem. Każdy maniak prawdziwego, nieskażonego romansami z gatunkowo odmienną muzyką black metalu powinien, a nawet ma obowiązek, z tym krążkiem się zapoznać. Cieszy, jak ten zespół się rozwinął. Ode mnie Krypta Nicestwa dostają certyfikat jakości bez najmniejszego wahania.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz