czwartek, 5 czerwca 2025

Recenzja Bestial „Hellfuckdominium XXI”

 

Bestial

„Hellfuckdominium XXI” (Re-issue)

Murder Rec. / Auditive Cut Rec. / Subterrâneo Maldito Rec. 2025

Nie wiem ilu z was słyszało o brazylijskim Bestial, ale w moich kręgach nie jest to zespół zbytnio znany. A przecież muzycy swoją działalność zapoczątkowali już ponad trzydzieści lat temu. Panowie nie są typem pracusia, bo po wydaniu dwóch albumów zamilkli na długich dziesięć lat, następnie wydali EP-kę, i… ponownie od dekady siedzą cicho. Mam jednak dwie doskonałe wiadomości. Pierwsza jest taka, że wspomnianą EP-kę wznowiła niedawno w formacie kasetowym kolaboracja trzech wytwórni, których nazwy widzicie powyżej. Druga – jeszcze lepsza. Mianowicie reedycja ta jest ubiciem gruntu przed nadchodzącym, zupełnie nowym longiem Bestial. Dlaczego twierdzę, że są to wiadomości dobre? Bo właśnie słucham owej EP-ki i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Jeśli ktoś tęskni za Angelcorpse, to powinien czym prędzej odpalić „Hellfuckdominium XXI”. Inspiracje przyświecające Brazylijczykom są bowiem oczywiste. Gdyby bawić się w matematykę, to na oko siedemdziesiąt procent z tych kompozycji mogłoby znaleźć się na płycie Amerykanów. Znajdziemy tu bowiem kanonady perkusyjnych beatów, którym to wtórują wściekłe gitarowe riffy (przeplatane nie mniej intensywnymi solówkami), bezpośrednio odnoszącymi się do stylu Gienka Palubickiego. W tych najszybszych partiach można niemal dosłownie poczuć swąd napalmu, gdyż poszczególne akordy uderzają w nas z zaciekłością atakujących szerszeni, którym ktoś właśnie rozpierdolił gniazdo. Podobieństwa na tym się jednak nie kończą. Styl wokalny, zwłaszcza sposób wyciągania końcówek wersów (czasem potraktowanych lekkim pogłosem), jak żywo przypomina Helmkampowy sposób śpiewania. Gdyby nie wyraźnie słyszalny portugalski-angielski, to można by się w niektórych miejscach pomylić. Oczywiście, żeby przekaz wzmocnić do granic możliwości, panowie nie śpiewają o kwiatkach, tylko o spuszczaniu się na groby i innych, podobnie milusich sprawach. Trochę szkoda, że ta wojenna rozpierducha nieco zwalnia w drugiej połowie tego splitu, gdzie znajdziemy więcej wyhamowań, i to takich trochę nijakich, bez pomysłu na totalne dociążenie. Na szczęście są to jedynie krótkie momenty, bowiem machina zwana Bestial długo trzymać w uździe się nie daje, i ponownie zrywa się do galopu, siejąc w koło swój wojenny terror. Co prawda do klasy Angelcorpse jeszcze kapkę Brazylijczykom brakuje, i zdarzają im się drobne potknięcia (dla mnie takowym jest zupełnie nie pasujący do całości melodyjny, thrashowy riff pojawiający się w połowie „Atomic Blazing Ejaculation”), ale i tak muzyka ich autorstwa jest zdecydowanie wysokich lotów. „Hellfuckdominium XXI” trwa circa dwadzieścia minut, i zawiera dostateczną ilość ciosów, by pozostawić na naszym ciele kilka widocznych siniaków. Myślę, że warto sobie tych herbatników sprawdzić, zwłaszcza jeśli mamy na półce wspomniany Angelcorpse, Impiety, Order From Chaos czy Rebaelliun. Ja już czekam na ich nowy album, który podobno jeszcze w tym roku.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz