Bestial
„Hellfuckdominium XXI”
(Re-issue)
Murder Rec. / Auditive Cut Rec. / Subterrâneo Maldito Rec. 2025
Nie wiem ilu z was słyszało o brazylijskim Bestial,
ale w moich kręgach nie jest to zespół zbytnio znany. A przecież muzycy swoją
działalność zapoczątkowali już ponad trzydzieści lat temu. Panowie nie są typem
pracusia, bo po wydaniu dwóch albumów zamilkli na długich dziesięć lat,
następnie wydali EP-kę, i… ponownie od dekady siedzą cicho. Mam jednak dwie
doskonałe wiadomości. Pierwsza jest taka, że wspomnianą EP-kę wznowiła niedawno
w formacie kasetowym kolaboracja trzech wytwórni, których nazwy widzicie
powyżej. Druga – jeszcze lepsza. Mianowicie reedycja ta jest ubiciem gruntu
przed nadchodzącym, zupełnie nowym longiem Bestial. Dlaczego twierdzę, że są to
wiadomości dobre? Bo właśnie słucham owej EP-ki i jestem bardzo pozytywnie
zaskoczony. Jeśli ktoś tęskni za Angelcorpse, to powinien czym prędzej odpalić
„Hellfuckdominium XXI”. Inspiracje przyświecające Brazylijczykom są bowiem
oczywiste. Gdyby bawić się w matematykę, to na oko siedemdziesiąt procent z tych
kompozycji mogłoby znaleźć się na płycie Amerykanów. Znajdziemy tu bowiem
kanonady perkusyjnych beatów, którym to wtórują wściekłe gitarowe riffy (przeplatane
nie mniej intensywnymi solówkami), bezpośrednio odnoszącymi się do stylu Gienka
Palubickiego. W tych najszybszych partiach można niemal dosłownie poczuć swąd
napalmu, gdyż poszczególne akordy uderzają w nas z zaciekłością atakujących
szerszeni, którym ktoś właśnie rozpierdolił gniazdo. Podobieństwa na tym się
jednak nie kończą. Styl wokalny, zwłaszcza sposób wyciągania końcówek wersów
(czasem potraktowanych lekkim pogłosem), jak żywo przypomina Helmkampowy sposób
śpiewania. Gdyby nie wyraźnie słyszalny portugalski-angielski, to można by się
w niektórych miejscach pomylić. Oczywiście, żeby przekaz wzmocnić do granic
możliwości, panowie nie śpiewają o kwiatkach, tylko o spuszczaniu się na groby
i innych, podobnie milusich sprawach. Trochę szkoda, że ta wojenna rozpierducha
nieco zwalnia w drugiej połowie tego splitu, gdzie znajdziemy więcej wyhamowań,
i to takich trochę nijakich, bez pomysłu na totalne dociążenie. Na szczęście są
to jedynie krótkie momenty, bowiem machina zwana Bestial długo trzymać w uździe
się nie daje, i ponownie zrywa się do galopu, siejąc w koło swój wojenny
terror. Co prawda do klasy Angelcorpse jeszcze kapkę Brazylijczykom brakuje, i zdarzają
im się drobne potknięcia (dla mnie takowym jest zupełnie nie pasujący do
całości melodyjny, thrashowy riff pojawiający się w połowie „Atomic Blazing
Ejaculation”), ale i tak muzyka ich autorstwa jest zdecydowanie wysokich lotów.
„Hellfuckdominium XXI” trwa circa dwadzieścia minut, i zawiera dostateczną
ilość ciosów, by pozostawić na naszym ciele kilka widocznych siniaków. Myślę,
że warto sobie tych herbatników sprawdzić, zwłaszcza jeśli mamy na półce
wspomniany Angelcorpse, Impiety, Order From Chaos czy Rebaelliun. Ja już czekam
na ich nowy album, który podobno jeszcze w tym roku.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz