Lenax
„Infection”
Self-Release 2025
Lenax
to kapela z Nashville, ale ci czterej panowie nie grają country, bowiem od
chwili powstania, która miała miejsce w 2022 roku, rzępolą black metal i pod
koniec czerwca wydadzą swój debiutancki krążek. Sami wiecie, jak jest z
rogacizną u Amerykanów, bo jest z nią różnie, a zwłaszcza kiepsko. Jeżeli
chodzi o „Infection” to mam wrażenie, że Lenax skonstruował dzieło kompletne. Zrobił
to w oparciu o wzorce znane z lat dziewięćdziesiątych, doprawił thrashowym
biczowaniem i wpuścił trochę klasycznych elementów o mroczno-heavy metalowej
proweniencji. Zrodziło to muzykę, która gęsto siecze ciężkimi riffami
poprzeplatanymi z wymyślnymi tremolo i bajecznie wchodzącymi solówkami. Porusza
się ona z przeróżną agogiką, generując melodyjne akordy, żywiołowe blasty, trochę
zimnego powietrza oraz sporo sentymentalnych i mistycznie brzmiących zwolnień.
Natłok wszystkich występujących tu form jest naprawdę duży, ale są one
połączone ze sobą w akademicki sposób i słychać, że główny kompozytor
„Infection” posiada dużą biegłość jak i z góry zaplanowany koncept.Obie te
rzeczy w tym przypadku działają co powoduje, że wszystko idealnie skleja się w
jedną całość. Lenax nagrał album, który posiada rozłożystą sieć, składającą się
ze zróżnicowanych taktów i niebanalnych rozwiązań, a dzieje się to nie tylko na
płaszczyźnie muzycznej, ale i wokalnej, ponieważ śpiewak nie stosuje krzyków
tylko w jednym stylu, lecz intonuje swoje warknięcia w zależności od potrzeby w
danej chwili. Cóż, jest to doskonale zrealizowana płytapod względem
produkcyjnym jak i technicznym, która zapewne trafi do serc wielu maniaków. Ja podczas
odsłuchu miałem wrażenie, że obcuje z black metalem estradowym, który został
zaprojektowany przy użyciu pięciolinii i metronomu, a nie serca. Współczesne
ujęcie tego gatunku oparte na starym fundamencie, które stworzył utalentowany
inżynier. Chcecie to sprawdzajcie, bo przecież posłuchać można i nie trzeba się
od razu zakolegować.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz