poniedziałek, 31 marca 2025

Recenzja Sijjin „Helljjin Combat”

 

Sijjin

„Helljjin Combat”

Sepulchral Voice 2025

Na ten album zapewne wielu z was czekało. Nic dziwnego. Po całej historii Necros Christos oraz dwóch wyjątkowo dobrych wydawnictwach w postaci demo „Angel of the Eastern Gate” i debiutanckim pełniaku „Sumerian Promises” sam miałem apetyt wyostrzony do granic możliwości. Cóż, jestem po kilku sesjach z „Helljjin Combat” i jedno dla mnie jest pewne. Jest to krążek, który zaskoczy wszystkich. Dlaczego? Otóż, panie i panowie, Sijjin poszedł w thrash metal. Tak tak, wcale nie żartuję. Gdyby nie charakterystyczny wokal Malte, to przy otwierającym album „Fear not the Tormentor” nerwowo sprawdzałbym, czy aby wydawca podesłał mi właściwy materiał do odsłuchu. Wali tutaj bowiem wczesną Metallicą na tyle, że jeśli tylko zmienić śpiewaka, to mamy czystej maści amerykański thrash z lat osiemdziesiątych. Odczuciu temu sprzyja także brzmienie nowych nagrań Sijjin. Zdecydowanie bardziej osadzone we wspomnianych latach osiemdziesiątych, mniej zbasowane, z wysuniętymi wyraźnie liniami gitar. No i ta przemykająca w otwieraczu solówka, z death metalem mająca tyle wspólnego, co placek ziemniaczany ze schabowym. Zresztą w dalszej części albumu natkniemy się na mnóstwo motywów odwołujących się do czasów, w których śmierć metalu albo jeszcze nie było, albo dopiero raczkował. Co najwyżej rządził Slayer. Więcej tutaj heavymetalowych melodii (polecam końcówkę „Religious Insanity Denies Slavery”) i technicznych zawijasów (aczkolwiek bez przesadnego onanizmu), od cholery chwytliwych patentów i staroszkolnej prostoty… I tylko wspomniany na wstępie wokal uświadamia nas, że to jednak nadal Sijjin. Większość płyty odwołuje się do zupełnie innych, starszych inspiracji niż na debiucie. Nie znaczy to, że na „Helljjin Combat” death metalu nie ma w ogóle. On się tutaj czai gdzieś w tle, a czasem nawet się wyraźniej wychyli, jak choćby w „Horrific Distortions”. Nie wiem, czy kawałek ten pochodzi jeszcze z czasów „jedynki”, ale na wskroś pachnie Morbidami, i według mnie niekoniecznie pasuje do całości. Myślę sobie, że o ile dotychczas Sijjin powiązany był jednak w jakiś sposób z Necros Christos, tak teraz ta pępowina została ostatecznie przecięta (poza wspomnianym już wielokrotnie wokalem, który jednak kojarzyć się ze wspomnianymi klasykami będzie po wieki wieków). Mam z „Helljjin Combat” autentyczny problem. Z jednej strony podoba mi się ta muzyka, bo ja w starociach gustuję. Z drugiej, ni chuja nie pasuje mi ona do Sijjin. Ostateczną ocenę nowej produkcji zostawiam zatem każdemu do indywidualnej oceny, choć osobiście czuję się, mimo wszystko, nieco rozczarowany.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz