An Tóramh
“Echoes of Eternal Night”
Black Lion 2025
Nie wiem jak was, ale mnie okładka debiutanckiej
płyty An Tóramh do odsłuchu nie zachęciła. Komputerowy obrazek, niczym z
jakiejś gry, kompletnie bez wyrazu, nijaki. W zasadzie płytę tę sprawdziłem
tylko i wyłącznie dlatego, że zaskoczył mnie gatunek muzyczny, który tworzą
Amerykanie. Nie, nie jest to żadna awangarda. Rzecz w tym, że spodziewałem się
jakiegoś symfonicznego, a przynajmniej przesłodzonego klawiszami, sterylnego
jak okładka, black metalu, co okazało się przypuszczeniem kompletnie
nietrafionym. „Echoes of Eternal Night” to niemal pięćdziesiąt minut funeral
doom’owego grania. A że muzyki takiej nie słucham zbyt często, to postanowiłem
dać świeżynce szansę. I powiem wam, jest to naprawdę niezły materiał, zwłaszcza
dla osób gustującym w tym gatunku muzycznym. Co prawda niepotrzebne tu jest
zupełnie intro, bo, niczym wspomniana już okładka, jest banalne, jednak
pozostała część płyty to naprawdę niezły walec. Przede wszystkim cholernie
ciężki i utrzymany w mrocznym klimacie, w którym wcale nie króluje smutek i melancholia
(acz i takie momenty się trafiają, jednak idealnie wyważone), lecz ból i
beznadzieja. Zdecydowanie duża przy tym zasługa zastosowanego przez duet
instrumentarium. Większość opiera się na jej podstawowym standardzie, a dodatki
klawiszowe stanowią naprawdę niewielki, dozowany z wielką starannością dodatek,
doskonale podkreślający to, czego sobie autorzy życzyli. Oczywiście płyta
płynie powoli, rozciągając nad słuchaczem czarny welon minorowego nastroju,
dusząc akordami niczym anakonda i pozbawiając jakichkolwiek pozytywnych uczuć.
Co istotne, materiał ten nie nuży, bowiem, powoli bo powoli, ale cały czas coś
się w nim dzieje. A to na przód wysuną się bardziej melodyjne linie gitarowe,
tudzież panowie przyduszą do ziemi masywnym zwolnieniem. Niby standard, jednak
nie szablon. Oczywiście porównań ciśnie się przy okazji co niemiara, od
fińskiego Dolorian po rodzimy muzykom Skepticism, jednak ciężko mieć o to
pretensje, bowiem takie granie jest dość hermetyczne. Myślę, że fani gatunku
będą tą płytą ukontentowani. Ja może wracać nie zamierzam, ale nazwę
zapamiętam, i przy następnej okazji chętnie sprawdzę, to tam panowie nowego
wyrzeźbią.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz