wtorek, 13 maja 2025

Recenzja An Tóramh “Echoes of Eternal Night”

 

An Tóramh

“Echoes of Eternal Night”

Black Lion 2025

Nie wiem jak was, ale mnie okładka debiutanckiej płyty An Tóramh do odsłuchu nie zachęciła. Komputerowy obrazek, niczym z jakiejś gry, kompletnie bez wyrazu, nijaki. W zasadzie płytę tę sprawdziłem tylko i wyłącznie dlatego, że zaskoczył mnie gatunek muzyczny, który tworzą Amerykanie. Nie, nie jest to żadna awangarda. Rzecz w tym, że spodziewałem się jakiegoś symfonicznego, a przynajmniej przesłodzonego klawiszami, sterylnego jak okładka, black metalu, co okazało się przypuszczeniem kompletnie nietrafionym. „Echoes of Eternal Night” to niemal pięćdziesiąt minut funeral doom’owego grania. A że muzyki takiej nie słucham zbyt często, to postanowiłem dać świeżynce szansę. I powiem wam, jest to naprawdę niezły materiał, zwłaszcza dla osób gustującym w tym gatunku muzycznym. Co prawda niepotrzebne tu jest zupełnie intro, bo, niczym wspomniana już okładka, jest banalne, jednak pozostała część płyty to naprawdę niezły walec. Przede wszystkim cholernie ciężki i utrzymany w mrocznym klimacie, w którym wcale nie króluje smutek i melancholia (acz i takie momenty się trafiają, jednak idealnie wyważone), lecz ból i beznadzieja. Zdecydowanie duża przy tym zasługa zastosowanego przez duet instrumentarium. Większość opiera się na jej podstawowym standardzie, a dodatki klawiszowe stanowią naprawdę niewielki, dozowany z wielką starannością dodatek, doskonale podkreślający to, czego sobie autorzy życzyli. Oczywiście płyta płynie powoli, rozciągając nad słuchaczem czarny welon minorowego nastroju, dusząc akordami niczym anakonda i pozbawiając jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Co istotne, materiał ten nie nuży, bowiem, powoli bo powoli, ale cały czas coś się w nim dzieje. A to na przód wysuną się bardziej melodyjne linie gitarowe, tudzież panowie przyduszą do ziemi masywnym zwolnieniem. Niby standard, jednak nie szablon. Oczywiście porównań ciśnie się przy okazji co niemiara, od fińskiego Dolorian po rodzimy muzykom Skepticism, jednak ciężko mieć o to pretensje, bowiem takie granie jest dość hermetyczne. Myślę, że fani gatunku będą tą płytą ukontentowani. Ja może wracać nie zamierzam, ale nazwę zapamiętam, i przy następnej okazji chętnie sprawdzę, to tam panowie nowego wyrzeźbią.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz