Drawn And Quartered
“Lord of Two Horns”
Nuclear Winter Rec. 2025
Buldożer zwany Drawn and Quartered uderza po raz
dziewiąty. Chociaż słowo “uderza” w przypadku tej kapeli, i tego materiału,
zdaje się nieco delikatne. Amerykanie nalezą bowiem do gatunku tych, na których
można polegać jak na Zawiszy. Nie będę się tym razem bawił w rozpisywanie na
tematy związane z biografią czy innymi faktami statystycznymi, powiem krótko.
Każdy, kto z niecierpliwością czeka na „Lord of Two Horns”, może spokojnie
zluzować zwieracze. Bo jakkolwiek mocno by ich nie zaciskał, i tak poleci po
nogawach. Nowy album Kuciemby i spółki to kwintesencja stylu Drawn and
Quartered. Może nie jest to materiał z gatunku najdłuższych, bowiem zamyka się
w trzydziestu czterech minutach, lecz jego gęstość na pewno przewyższa średnie
standardy. Od pierwszej do ostatniej sekundy jesteśmy atakowani riffami.
Podkreślam to słowo, riffami! Tutaj nie ma żadnych uzupełniaczy czy przestrzeni
międzykomórkowych, tutaj wszystko jest
tak gęste i tak mocno się ze sobą zazębia, że podczas odsłuchu tych ośmiu
kompozycji naprawdę nie ma najkrótszej chwili na złapanie oddechu. Jak nie
akordy o tonażu tankowca, gniotące na miazgę albo rozrywające na strzępy (w
zależności od tempa, którym to sobie panowie bardzo swobodnie tasują), to
wwiercające się w potylicę solówki, albo melodie, które jak już raz wpadną do
głowy, to nie ma siły, by się ich pozbyć. To wszystko dzieje się z taką
intensywnością, że chwilami można odnieść wrażenie, jakby na tych nagraniach
były przynajmniej trzy, jak nie cztery ścieżki gitar, dwie perkusje, a to
wszystko jeszcze potęgowane efektem echa, sprawiającego, że dźwięk atakuje ze
wszystkich stron na raz. Do tego oczywiście intensywnie rzygający wokal, będący
niczym dodatkowa taczka węgla wrzucanego do pieca i tak już rozpędzonej do
granic możliwości lokomotywy. Nie ma szans, żebym zaczął przytaczać tu jakieś
konkretne przykłady. Nie mam na to ani ochoty, ani czasu, bo fantastycznych
zagrywek jest tu po prostu zbyt wiele. „Lord of Two Horns” to kolejny morderczy
deathmetalowy krążek wypuszczony w świat przez zasłużony dla historii gatunku
zespół. To krążek, który jest w stanie zachwycić nawet malkontentów, bowiem
ciężko znaleźć na nim jakiekolwiek mankamenty. Tak wysokiej klasy metal śmierci
tworzą nieliczni. Nie, no kurwa, nie mam nic więcej do dodania. Death Metal at
its finest, jak to mawiają za wielką kałużą. Biję, po raz kolejny, najgłębsze
pokłony.
-
jesusatan
https://nuclearwinterrecords.bandcamp.com/album/lord-of-two-horns

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz