sobota, 31 maja 2025

Recenzja Eleventh Ray „Reviving Tehom”

 

Eleventh Ray

„Reviving Tehom”

Dark Descent Rec. 2025

Eleventh Ray to zespół mający swój rodowód w Atenach, czyli bastionie greckiego black metalu. Wydane przez nich demo, choć w zasadzie był to materiał z próby, wzbudził na tyle spore zainteresowanie Dark Descent Records, że Matt postanowił dać chłopakom szansę, i wydać im debiut. Jak Grecja i Ateny, to wiecie czego się spodziewałem. W sumie nawet miałem na to nadzieję. Na kolejny wysokiej jakości młodociany klon Rotting Christ czy Necromantia. Już po kilku nutkach wiedziałem, że to jednak nie to. A po kilku kolejnych byłem z tego powodu niebywale szczęśliwy. Chłopaki z Eleventh Ray grają bowiem muzykę starą. Starszą niż druga fala z klasycznymi zespołami wymienionymi powyżej. Czerpiąc obficie z lat osiemdziesiątych, pokroju Tormentor, Morbid czy Root (choć to w zasadzie już początek kolejnej dekady). Chwilami to, co znajdziemy na „Reviving Tehom” może też kojarzyć się z niezaprzeczalnie unikalną twórczością Negative Plave, Malokarpatan czy Hexenbrett, aczkolwiek nie z powodu dosłownych konotacji muzycznych, co podobnego stylu odświeżania starego metalu na własną nutę. Nie brak na tej płycie też nawiązań do sceny śródziemnomorskiej pokroju Mortuary Drape, czy nawet sięgania do wczesnych nagrań Celtic Frost. Dużo porównań? Może i tak, ale wierzcie mi, lub nie, dźwięki wypływające z serc tych Greków mają naprawdę niejednolite inspiracje, i słychać, że panowie klasykę metalu, pod każdą postacią, mają opanowaną do perfekcji. A że dzięki temu potrafią upichcić coś, co jest jednocześnie staromodne, a zarazem brzmi niesamowicie świeżo, i przede wszystkim oryginalnie, to nie sposób nie oddać im głębokiego pokłonu. Te nagrania to jeden wielki wehikuł czasu, grecko brzmiący (bo jednak strój gitar i charakterystyczny bas ostatecznie zdradza pochodzenie Eleventh Ray) odpowiednik znanych z lat minionych twórców gatunku zwanego dziś black metalem. Nie ma na tym albumie żadnego łamania schematów czy jakichkolwiek innowacji. Jest za to sama klasyka, ubrana w stare szaty, jednak odświeżona lekkim liftingiem. Cholernie mi ten krążek zrobił dzień. I w zasadzie nadal znajduję na nim fragmenty zaskakujące, poniekąd wręcz szokujące, jak choćby  hardcore’owe momenty w wieńczącym całość kawałku tytułowym. Wierzcie mi jednak, ten album nie jest zlepkiem pomysłów, ale naprawdę solidnym monolitem. Zdecydowanie polecam.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz