Devine
Defilement
„Ruthless”
Time To Kill Records 2025
Nowa
płyta tego fińskiego sekstetu jest niczym jej okładka. Wypełniona krwią,
gnijącym mięsem, flegmą w kolorach pomieszczenia, w którym urzędują obrzydliwie
chude zombiaki i ich obleśny szef. Dwanaście numerów ciasno napakowanych
rzęsistymi blastami, które przechodzą w pulsujące technicznym zacięciem
zagrywki. W między nie Finowie wplatają także sporo schizoidalnych,
wysokotonowych wtrętów, solówek oraz gniecenia w średnim tempie na tłumionych strunach.
Wszystko oczywiście w towarzystwie tłustego basu i zdrowo bijącej perkusji oraz
opętańczych wrzasków i soczystego growlu, który potrafi przejść również w
„świński” skowyt. Jakby tego było mało całość, miejscowo doprawiają klawiszowym
tłem, paroma samplami, a także melancholijnymi melodiami jak chociażby ta w
siódmym kawałku „Anthropophagic Apocalypse Part 1 Collapse”, której nie
powstydziłaby się na początku swojej kariery Anathema. Tak więc ci, którzy nie
znali wcześniej tej kapeli wiedzą już, że czwarty jej krążek to niezwykle
zróżnicowany deathcore, który od dziewiątego maja będzie zalewać potencjalnych
słuchaczy gęstym i o zmiennych nastrojach graniem, gdzie intensywne i brutalne
riffy nieustannie mieszają się ze spazmatycznymi uderzeniami i pokręconymi z
szaleństwa akordami. Nad tą kłębiącą się i połamaną muzyką unosi się także
nieco mistyczna atmosfera, co czyni w rękach Devine Defilement ten gatunek
czymś nowym i zarazem innym od typowego deathcore’a. Bardzo odważne i
inteligentne ujęcie tego stylu serwuje ta szóstka „wykolejeńców”. Burzliwa
kakofonia dźwięków, z której płynie szerokim strumieniem cuchnąca maź, w której
kąpią się i kopulują z trupami kobiet maszkary płci męskiej… rzecz jasna. Jeśli
też tak chcecie to kupujcie „Ruthless”. Dobrej zabawy życzę.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz