Undecayed
„In Death’s Image”
Lethal Scissor Records (2025)
Są dwie opcje na to, aby przejebać wszystko mając jakiś potencjał. Pierwszy to bycie reprezentantem Polski w piłce nożnej. Drugi, mniej oczywisty, być elementem układanki „In Death’s Image” szwedzkiego Undecayed. Istniejąca od 17 lat szwedzka ekipa właśnie wydaje w barwach Lethal Scissor Records swój debiutancki album, a metryka muzyków nie sugeruje żadnych nowicjuszy. Dlaczego więc bliższe obcowanie z tym materiałem było tak bardzo bolesne dla moich uszu? Bo dawno nie miałem poczucia tak bardzo zmarnowanego potencjału. Undecayed gra death metal, taki trochę zapatrzony w Stany, trochę w Holandię, gdzie thrashowe korzenie wybrzmiewają w sposobie riffowania i ogólnej dynamiki tego wydawnictwa. Słychać, że Mikael Bergman odpowiadający za wiosła to nie ułomek i grać potrafi. Niestety wraz z nim nie idą umiejętności pozostałych muzyków, albo ich zdolności kompozytorskie są znikome. Trudno mi nazwać utwory „In Death’s Image” generycznymi, ale drętwymi już jak najbardziej. Szwedzi grają w niesamowicie nudny sposób, praca sekcji jest mocno usztywniona, pozbawiona fantazji i błysku, a sporadyczne przejścia perkusji bardziej wybijają z rytmu niż budują poczucie urozmaicenia. Wokalnie też jest dramat – dawno nie słyszałem tak monotonnych, tak pozbawionych przekonania i wyrazu growli. Nie pomaga tez produkcja – niby oldschoolowa, ale sucha, płaska, wypruta z życia i mocy. Gary brzmią płasko jak wypowiedzi krajowych polityków. Death metal jak nazwa sugeruje ma nieść śmierć, brzydotę, brutalność – tutaj poza pewną dozą riffów nie znajduje nic. A na dowód mojego braku rekomendacji dla debiutu Undecayed niech posłuży fakt, że podchodziłem do tego 33-minutowe krążka kilkukrotnie i ani razu nie udało mi się przesłuchać go do końca, nawet gdy leciał w tle mimochodem. Nuda jak sam skurwysyn.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz