Temptress
„Catch
The Endless Dawn”
Dying Victims Productions 2025
W
tym przypadku chodzi o włoski Temptress, który został powołany do życia w 2018
roku przez członków takich kapel jak Bunker 66 czy też Children Of Technology.
Na koncie mają singiel, split i ten debiut, zawierający osiem kawałków dość
niezobowiązującego heavy metalu. To delikatne ujęcie tego gatunku, w którym
Włosi stawiają na melancholijne melodie i bardzo chwytliwe refreny. Reszta to
już mnóstwo rytmicznego palm mutingu, którego partie często kończone są
harmonijnymi zawijasami, trochę klasycznych solówek odpływających w
sentymentalnym kierunku i łatwo wpadającego w ucho kostkowania w średnim
tempie. Pomimo bezproblemowej przyswajalności tutejszych riffów bywa momentami
na „Catch The Endless Dawn” całkiem zadziornie, lecz przeważają subtelne
melodie i tradycyjnie bujające akordy, które zabierają chwilami do czasów
„proto-metalowych”, ale i w strony konwencjonalnego doom metalu, znanego z
twórczości chociażby Solitude Aeturnus. Dzieje się tak za sprawą wartko
poprowadzonych linii melodycznych, kreujące nieco senną atmosferę, lecz potrafiącymi
również przekształcić się w monumentalnie brzmiące dźwięki, które wraz z
aksamitnymi wokalizami Mirko de Domenico sprawnie chwytają za gardło. Pierwsza
płyta od Temptress to lekko strawny heavy metal, który klimatem i aranżacjami
nawiązuje do jego klasycznych i przebojowych form. Jednakże podczas słuchania
go w wydaniu tego tercetu, nie miałem wrażenia, że jest to jakaś radiowa wersja
tego gatunku choć subtelność tego wydawnictwa jest wyraźnie namacalna. Panowie
przytomnie wpletli do swoich kompozycji mnóstwo hipnotycznych fragmentów i
delikatnie „brudząc” produkcję, osiągnęli organiczne brzmienie, nadając temu
krążkowi autentyczności i uchronili go przed zarzutami o mainstreamowość.
Częstujący średnimi tempami heavy metal, z którego sączą się energiczne riffy
obdarzone fantazyjnymi melodiami, potrafiącymi unieść naprawdę wysoko. Tylko
dla koneserów.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz