piątek, 9 maja 2025

Recenzja Antropomorphia „Devoid Of Light”

 

Antropomorphia

„Devoid Of Light”

Testimony Records 2025

Ten holenderski zespół jako Antropomorphia istnieje już od 1990 roku, ale jakoś nie dane im było wypłynąć na szersze wody, zwłaszcza że grają death metal i są z kraju, w którym w tamtym okresie pojawiło się kilka bardzo dobrych kapel z tego gatunku i są one w pamięci maniaków do dziś. Trochę dziwi mnie również fakt, że pomimo tego, iż w pewnym okresie ich płyty wydawała Metal Blade, to nie udało się temu kwartetowi wychylić bardziej łeb niż tylko trochę ponad linię undergroundu. Chuj w to, jest jak jest, a najnowszy album Holendrów to kolejny krok w stronę poczerniania metalu śmierci przy wykorzystaniu elementów właściwych dla satanicznego grania, których do każdej, kolejnej swojej produkcji, dokładali coraz więcej. Wynikiem tego jest „Devoid Of Light”, na którym Antropomorphia proponuje potencjalnym odbiorcom mieszankę rytmicznego i płynącego w średnim tempie death metalu, pokaźnie doprawionego gruboziarnistymi tremolo. Całość brzmi niezwykle chwytliwie poprzez wszechobecne, przygnębiające i pachnące mistycyzmem melodie, które nadają temu materiałowi podniosłego i zarazem nieco melancholijnego wydźwięku. Wszystko tutaj jest na swoim miejscu. Mięciutkie bębny biją miarowo, klasyczne riffy mielą wzorcowo, wysokotonowe kostkowanie i niewyszukane solówki bez trudu wżerają się w mózg, a i do wokali nie można mieć pretensji, gdyż to gardłowy, choć niezbyt głęboki growl, który, jednakże swą barwą doskonale pasuje do atmosferyczności tutejszych kompozycji. Niestety w ostatecznym rozrachunku krążek ten wypada bardzo zachowawczo, bo pomysłom na poszczególne akordy brakuje zupełnie siły. Nie są one w stanie zupełnie przykuć do siebie na dłużej uwagi, ponieważ najzwyczajniej w świecie są tak idealnie w swym wyrazie wypośrodkowane i co za tym idzie „politycznie poprawne”, co zamienia muzykę Holendrów w bezkształtną masę, która pozbawiona jest konkretnego charakteru. Panowie przez cały czas trwania „Devoid Of Light” kręcą się w kółko, powtarzając te same schematy, które w dodatku nie mają mocy i po dłuższej chwili zaczynają totalnie nudzić. Materiał bez pazurów oraz w swej „okultystyczności” skrajnie wątpliwy. Monotonny i charakterologicznie neutralny black-death metal o chyba mainstream’ owych ambicjach, które z łatwością połyka ostatnia płyta Behemoth.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz