Refusal
„Venomous Human Concept”
Time To Kill Records (2025)
Lubię takie niespodzianki, gdy biorę na warsztat kapelę o dość pospolitej nazwie, nie mam zbyt dużych oczekiwań, a po odsłuchu czuję się bardzo mile zaskoczony. Tak właśnie było w przypadku trzeciego albumu grupy zatytułowanego „Venomous Human Concept”. Już sama nazwa kapeli budziła skojarzenia ze szwedzką legendą hc/punka Refused, zaś tytuł płyty insynuował fascynację sceną grindową. Dziewiczy odsłuch potwierdził, że ów materiał to szwedzizna pierwszej wody na każdym froncie. Death metal skąpany w chropowatych, ciężkich riffach, corujący growl, grindowe przyspieszenia, hardcorowa, metaliczna produkcja i punkowy wygar – tu jest wszystko za co kocha się ciężkie granie z kraju Trzech Koron. W tym całym tyglu nie zabrakło miejsca na szczyptę bardziej epickich zwolnień i nieco bardziej melodyjnych, ale nigdy nie wpadających w cukierkowatość fragmentów. „Venomous Human Concept” to 35 minut, gdzie późny Entombed spotyka Disfear, gdzie crust, d-beat, death metal i grindcore łączą się w jedną, spójną całość i glanują ryj na pełnej rozciągłości. Pewnie, nie ma tu oryginalności, wszystko już słyszeliśmy wielokrotnie w lepszym lub gorszym wydaniu, ale czy to ważne? Tutaj mamy wydawnictwo zdecydowanie z rodzaju tych lepszych i każdy miłośnik tego typu grania będzie usatysfakcjonowany. Szukając porównań wśród młodszych artystów nasunęło mi się skojarzenie z francuskim Disfuneral, przy czym muzycy Refused dużo mocniej odwołują się do punkowych i corowych korzeni. Nic dziwnego, grupa działa dość prężnie na scenie od blisko dwóch dekad i zdążyła już natłuc demówek od groma i ciut ciut, choć nie ukrywam, omawiany tu materiał jest moim pierwszym kontaktem z Refused. Nie jestem szalikowcem szwedzkiej sceny, ale uczciwie przyznam, że słucha się tego naprawdę bardzo dobrze i choć nie sądzę, żeby był to album, do którego będę wracał w dłuższej perspektywie to jako chwilowa rozrywka sprawdza się mi doskonale. Ale najzabawniejszy w tym wszystkim jest fakt, że mamy tu do czynienia z kapelą z Finlandii nie Szwecji. Tak czy owak serdecznie polecam, tu wszystko się zgadza.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz