wtorek, 6 maja 2025

Recenzja Death Kommander “Never To Grow Old”

 

Death Kommander

“Never To Grow Old”

Macho Rec. / Warhorn / FDA Rec. 2025

Debiutancki album Death Kommander otrzymał ode mnie kilka ciepłych słów, a było to cztery lata temu. Najwyższy był zatem czas, by po głośnym „A” powiedzieć „B”. Mamy zatem „Never To Grow Old”, czyli kolejne osiem wojennych piosenek tej międzynarodowej załogi, trwających łącznie nieco ponad pół godziny. Zastanawiam się, cóż takiego mądrego można napisać o zespole, który otwarcie określa swoją twórczość jako „Bolt Thrower worship”? Chyba nic odkrywczego, podobnie jak i sama muzyka odkrywcza nie jest. Powiem może zatem w ten sposób: jako absolutny maniak brytyjskiego czołgu, hasła reklamowe, jak to, użyte linijkę wyżej, działają na mnie jak magnes, a wszelkie klony Bolt Thrower dzielę po prostu na dwie kategorie. Udane i nieudane. Odłam death metalu stworzony przez ekipę z Coventry jest na tyle charakterystyczny i dopracowany, że naprawdę nie wymaga dalszych udoskonaleń. Wręcz przeciwnie. Zbytnie kombinowanie najczęściej prowadzi na bagna, w których przeciążony pojazd pancerny po prostu tonie. Death Kommander trzymają się bardzo ściśle ram wyznaczonych na „Warmaster” (chciałem tutaj przez chwilę napisać, że najlepszym krążku Bolt Thrower, ale takich „najlepszych” zespół ten nagrał przecież kilka). „Never To Grow Old” zawiera osadzone w średnim tempie pancerne melodie, które to stanowią absolutną podstawę rzeczonego stylu. I, tak jak wspomniałem na wstępie, jedyną kwestią jest tutaj, czy kultywatorzy wyspiarskich tradycji owe melodie potrafią uczynić odpowiednio ciężkimi a zarazem chwytliwymi. Death Kommander potrafią, i to zdecydowanie. Co prawda przytrafiają im się małe zapchajdziury, ale, z ręką na sercu, dobre osiemdziesiąt procent tego albumu to klasyczny, potężny i niepokonany Bolt Thrower. Szczególnie mocna jest środkowa część albumu, z takimi pociskami jak „Bazentin Wood”, Yellow Cross” czy „Aftermath”. Zresztą niektórych riffów z tej płyty nie powstydził by się nawet duet Thompson / Ward. Jeśli podoba wam się to, co na podstawie klasycznego przepisu tworzy dziś Memoriam, jeśli uważacie, że Slugathor czy Desecresy to wybitnie zdolni uczniowie, to możecie na swoją listę zespołów wartych uwagi dopisać także Death Kommander. Jestem całkowicie przekonany, że spędzicie z tymi nagraniami wiele godzin, i że zbyt prędko nie wylecą wam one z głowy, lecz zadomowią się tam na dobre.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz