Wald
Krypta
„Disenchantment”
Eternal Death 2025
To
już czwarta płyta amerykańsko-kanadyjskich „specjalistów” od surowego black
metalu, któremu hołdują od momentu powstania Wald Krypta w 2016 roku. Po raz
kolejny muzyka tych dwóch panów „narysowana” jest grubo ciosaną kredką podobnie
jak obrazek zdobiący okładkę „Disenchantment”. Siedem numerów opartych o proste
tremolo, z których płyną niezbyt słodkie melodie. Poruszają się one w zmiennych
tempach, lecz tylko w nielicznych momentach wykraczają poza średnie prędkości,
posypując wtedy grubszym szronem. Poza tym akordy płyną niespiesznie, z
cierpliwością snując zimne chwytliwości, które generują lodowate i ziarniście
nastrojone gitary przy akompaniamencie kartonowej perkusji i przebijającego się
przez tą zamieć basu. Całości przyśpiewują oczywiście wokale, które swym
mizantropijnym nastawieniem robią całkiem dobre wrażenie. Black metal w
wykonaniu tego kanadyjsko-amerykańskiego duetu to niewyszukana pod względem
brzmienia i formy gędźba. Niewyszukane i niegrzeszące geniuszem riffy, kreują
hipnotyzujące dźwięki, które mają po prostu oddać cześć takiemu, a nie innemu
ujęciu tego gatunku. Bardzo blisko im do francuskich protoplastów piwnicznego,
satanicznego grania jak chociażby Vlad Tepes czy Chapel Of Ghouls. Organiczna i
gardząca wszystkim co żyje muza, której nieprzyjazny i surowy charakter jest
niezaprzeczalny. Skomponowana w wyważony sposób i na instrumentach o
odpowiedniej barwie nie ociera się o śmieszność, co podkreśla fantastyczne
drżenie strun głosowych Heresiarch’a. Z każdego kawałka tego albumu wyłania się
świat, w którym żyją jego twórcy. Jest tu złowrogo, nieprzyjemnie i ciemno.
Jednakże w moim mniemaniu jest to kolejna odsłona raw-black metalu, która
niczym szczególnym nie porywa. Odegrane „na odlew” i poza świetnymi wokalizami
beznamiętnie. Tylko dla zatwardziałych fanów tego typu rzępolenia.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz