czwartek, 8 maja 2025

Recenzja Formis „Bestiarius”

 

Formis

„Bestiarius”

Defense Rec. / Maximed Rec. 2025

Formis to formacja istniejąca już od dość dawna, jako iż pierwsze kroki stawiali piętnaście lat temu. Stawiali je zdecydowanie i bez wahania, bowiem dyskografia zespołu zawiera tylko i wyłącznie pełne albumy. A jest ich razem do kupy pięć, wliczając najnowszy, który to ukazał się chwilkę temu, po raz kolejny już nakładem naszej rodzimej Defense Records (choć tym razem także przy udziale czeskiej Maximed Records). Przyznam się szczerze, że poza poprzedniczką, czyli „Pogromca”, piosenki tych bardów znam bardzo pobieżnie. Odnosić się zatem do przeszłości nie zamierzam, a skupię na tym, co przez circa pół godziny panowie oferują na „Bestiarius”. Materiał ten to w sumie coś, czego szukałem będąc jeszcze we wczesnej podstawówce. Chodziłem wówczas, zafascynowany Katem, po sklepach muzycznych, dopytując czy mają jakąś muzę thrash czy death metalową, ale żeby śpiewali po polsku. Był to czas, kiedy jeszcze nie wiedziałem, co to są ziny, z których to taka wiedzę mógłbym czerpać. Gdybym w tamtym okresie usłyszał płytę pokroju „Bestiarius”, to bym chyba obesrał majty po same pachy. Chłopaki bowiem, mimo iż, co podkreślam, płyta ta ukazała się w roku dwa tysiące dwudziestym piątym, utknęli w późnych latach osiemdziesiątych, góra początku dekady następnej. I to nie tylko pod względem samej muzyki, która to chwilami brzmi jak wczesny Dragon (a „Horda Goga” to ja kocham bezgranicznie), ale i samego brzemienia, prostoty tekstów czy antykomercyjnego podejścia do twórczości. Bo, przyznajmy to szczerze, tego typu granie ma minimalne szanse na szersze wybicie się we współczesnych realiach. Za to potrafi do szpiku kości poruszyć ludzi, którzy metryką oscylują w okolicach półwiecza. Mógłbym tu wspominać o koncepcie płyty, która to skupia się na demonologii słowiańskiej, czy też gościach, którzy to użyczyli swojego głosu przy okazji nagrywanie tego krążka (a było ich aż pięciu), ale, kurwa, po co? Ten materiał, nawet bez takich haseł reklamowych broni się wyśmienicie. Bo to jest kawał dojebanego, starego thrash / death metalu. Może i brzmiący pod pewnymi względami kapkę nowocześnie (nie, żebym sobie zaprzeczał, bo chodzi mi jedynie o to, że chwilami mam wrażenie triggerowania sekcji rytmicznej), lecz będący esencją tego, na czym dorastałem i czym polski metal stał grubo ponad trzydzieści lat temu. A biorąc pod uwagę, że materiał ten został wydany naprawdę ciekawie (grafiki, niby oszczędne, ale ściśle związane z koncepcją ogółu), to mając na półce „Bastiarius” czuję się szczęśliwym człowiekiem. Polecam te nagrania, nie tylko dinozaurom, bo są naprawdę niezłe.

- jesusatan




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz