poniedziałek, 19 maja 2025

Recenzja Loathfinder “Broken Branches and Torn Roots”

 

Loathfinder

“Broken Branches and Torn Roots”

Godz ov War 2025

Kurcze, nazwa Loathfinder tyle razy przewinęła mi się przez uszy na przestrzeni ostatnich kilku lat, że z zaskoczeniem przyjąłem fakt, iż materiał, który ukaże się za chwil parę pod banderą Godz ov War jest ich dopiero pierwszym pełnym albumem. Bo, nie będę oszukiwał, wcześniejsze dokonania zespołu, który to przecież działalność zapoczątkował już ponad dekadę temu, znam bardzo pobieżnie. „Broken Branchas and Torn Roots” to taki trochę przewrotny tytuł w nawiązaniu do muzyki, jaką na tym krążku znajdziemy. Zdrowych korzeni bowiem Loathfinder mają sporo, nawet więcej niż przeciętne „drzewo”.  Te czterdzieści minut z haczykiem to tak naprawdę przekrój przez bardzo wiele gatunków muzycznych, co po złożeniu ich do kupy stanowi amalgamat bardzo ciężki do jednoznacznej kategoryzacji. Nie jest to jednak dźwiękowy misz-masz bez ładu i składu, bowiem wszystkie składowe zostały wplecione w całość z wielka starannością i rozwagą. Kręgosłupem tych nagrań jest poczerniony doom / death metal, bowiem kompozycje te utrzymane są przeważnie w średnim tempie z zachowaniem odpowiedniego tonażu. Na tej klasycznej podstawie wiele jednak się dzieje. Sam sposób kostkowania niejednokrotnie nasuwa skojarzenia z muzyką sludge, lub z drugiej strony, zwłaszcza w mniej złożonych fragmentach, estetyką punkową. Wrażenie to potęguje też dość niechlujne, brudne brzmienie, nadające kompozycjom bardziej surowego charakteru. Dla przeciwwagi w muzyce Loathfinder pojawia się garść atonalnych akordów, o zdecydowanie młodszym rodowodzie niż wspomniane wcześniej klasyczne wpływy. Trzeba przyznać, że panowie dość mocno w swoim kociołku mieszają, ale, jak wspomniałem, z ogromnym wyczuciem, dzięki czemu albumu tego słucha się w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na kolejny krok. A te stawiane są chwilami w sposób kompletnie nieprzewidywalny. Zresztą niech świadczą o tym jedynie pierwsze dwie - trzy minuty otwierającego całość „Grey Pilgrimage”, z riffem będącym połączeniem Entombed i Bolzer, numerze, który to zamiast (jak by się podejrzewało) przyspieszyć, po chwili wprowadza odbiorcę w niemal rytualny, podniosły nastrój. A że kawałek ten trwa minut dziewięć, to napomknę jeszcze, że nie jest to jedyne w nim zaskoczenie. W przełożeniu ilości niespodzianek na całą płytę, jest tego zdecydowanie więcej. „Broken Branches and Torn Roots” jest zatem wydawnictwem na wiele odsłuchów i naprawdę jest na nim co odkrywać. Sprawdźcie sobie zresztą sami, bo warto.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz