poniedziałek, 5 maja 2025

Recenzja Enterré Vivant „Akuzaï”

 

Enterré Vivant

„Akuzaï”

Antiq Records 2025

To francuski duet, który w swojej muzyce skupia się na tematach związanych z Japonią, bo jeden z członków Enterré Vivant od 25 lat mieszka w Kraju Kwitnącej Wiśni. Dlatego też w ich kompozycjach odnaleźć można sporo odniesień do japońskiej kultury, który objawiają się w melodyce jak i intonowaniu tekstów z odpowiednim akcentem, przypominającym warczenie wkurwionego samuraja. Najnowszy, trzeci już krążek tego istniejącego od 2021 roku projektu, konceptualnie bazuje na dziesięciu grzechach religii buddyjskiej, osadzonych w kontekście drugiej wojny światowej. Swoje pomysły ci dwaj panowie ubierają w black metalowe dźwięki, do których dokładają znaczną porcję klawiszy oraz nastrojowych interludiów, co wraz ze specyficzną harmoniką kieruje wyraźnie to ujęcie rogacizny w jej atmosferyczne rejony. Tak więc black metal w wykonaniu Enterré Vivant to epicko „pachnąca” muzyka, która poprowadzona jest w zmiennych tempach i raczy swoich słuchaczy dość egzotycznymi melodiami. Reszta to automat perkusyjny, twardo nastrojone i zimne gitary, które w bardziej naładowanych syntezatorem fragmentach zdają się być jedynie dodatkiem do elektroniki, wysunięte do przodu linie basu oraz wspomniane, momentami wręcz histeryczne wokale. Całość układa się w nudne i chwytliwe utwory, które zupełnie pozbawione są agresywności i diabelskiego szaleństwa. Słychać w nich tendencję do francuskiego kombinowania i stawiania na klimatyczność, która stanowi trzon tej płyty. Mam wrażenie, że mniej dla Enterré Vivant są ważne szatańskie tremolo i zadzierżyste riffy, ponieważ w ich muzyce dominuje głównie melancholijny hipnotyzm, uzyskany za pomocą melodii wygrywanych na klawiszach, pianinie czy flecie, co łącznie z wokalizami o przeróżnym natężeniu melodramatycznego skrzeczenia, owocuje teatralną i w gruncie rzeczy muzyką o astenicznej budowie, gdyż w dużej mierze pozbawiono jej cech  dla tego gatunku właściwych. Jest ona z pewnością oryginalna i pełna niuansów, lecz jej kręgosłup jest niesamowicie wątły. Zatem fanom eksperymentalnych i popularnych odmian black metalu ten krążek polecam. Reszta może sobie bez żalu odpuścić.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz