Mordhell / Dimidium Mei
“Mordhell / Dimidium Mei”
Fallen Temple 2025
Pamiętam jak kiedyś na jednej z Metalmanii, wyszedł
na scenę szwedzki Hammerfall, i wokalista zapytał “Do you wanna hear some
german heavy metal from Sweden?”. No to parafrazując – chcecie posłuchać
norweskiego black metalu z Polski? Nic prostszego. Wystarczy wrzucić na talerz
nowy split dwóch hord, które właśnie wypuściły splita pod banderą Fallen
Temple. Mordhell przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. O tym, że hailują oni
wytrwale wczesnym latom dziewięćdziesiątym i twórczości zapoczątkowanej na „A
Blaze In the Northern Sky” też chyba wie każdy, kto sceną krajową interesuje
się przynajmniej pobieżnie. Nowy materiał Wielkopolan to cztery numery będące
bezpośrednią kontynuacją tego, co mogliśmy dotychczas od nich usłyszeć. Nic
nowego zatem, powiecie. Ano nic. Nadal usłyszycie tu charakterystyczne,
bujające w średnim tempie Darkthronowe riffowanie, chwilami z lekka podkreślone
przemykającym w tle klawiszem i okraszone lekkim punkowym sznytem. Szczerze
mówiąc, chłopaki mają dryg do odgrywania tych samych, znanych i tysiąc razy
słyszanych melodii. Nawet jeśli niektóre z akordów zdają się żywcem wycięte z
klasycznych albumów Norwegów, to jednak nadal sprawiają od cholery radochy. Bo
czuć, że muzycy robią swoje szczerze i bez silenia się na niepotrzebne
kombinacje alpejskie. Jest mroźny klimat drugiej fali, surowe brzmienie,
prostota i zapamiętywane chwyty. A na koniec numer ambientowy zawierający zapis
audio z tresury jakiejś nieposłusznej zakonnicy. Dziesięć minut klasycznego
Mordhell. Drugą część wydawnictwa stanowią trzy kompozycje od Dimidium Mei,
którzy po czterech latach w końcu dają o sobie znać. Ich numery są zdecydowanie
bardziej żwawe i melodyjne, a to dlatego, że Ślązacy umiejętnie mieszają w
swoim kotle tradycje blackmetalowe z thrashowymi. Już przy pierwszym na liście
„Czas Diabła” chce się pomachać zaciśniętą pięścią i pośpiewać wpadające
momentalnie w ucho wersety. Pod względem technicznym Dimidium Mei są
przynajmniej półkę wyżej niż Mordhell (co oczywiście nie wynika z umiejętności,
a prezentowanego stylu), zatem ich kompozycje zawierają więcej płynnie
zmieniających się harmonii, riffów tremolo czy wyśmienitych, bardzo klasycznych
solówek. W „Nie Nawrócisz Mnie” ponownie mamy taki motyw, że aż się chce
poderwać dupę z krzesła. Może mniej w tym norweszczyzny, przynajmniej tej
surowej, ale nie znaczy, że nie ma jej wcale, czego dowodem ostatni na płycie
„Zza płomieni”, z bardzo wyraźnymi nordyckimi wpływami. Trochę szkoda, że
Dimidium Mei pracują tak ospale, bo ich muzyki naprawdę dobrze się słucha, a na
pewno prezentuje się ona wybornie na żywca. Jak to się jednak mówi, lepszy rydz
niż nic, muszą nam na razie starczyć te trzy, trwające koło dziesięciu minut,
strzały. Kto zatem zainteresowany, niechaj po to wydawnictwo sięga. Uważam, że
warto.
-
jesusatan
https://fallentemple.bandcamp.com/album/mordhell-dimidium-mei-split-cd

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz