Backengrillen
„Backengrillen”
Svart Records (2026)
Kolaboracje muzyków jazzowych z zespołami rockowymi nie są czymś nowym. Z niedawnych przykładów można przytoczyć współpracę Petera Brotzmanna z Oxbow czy Jamesa Brandona Lewisa z The Messthetics. Backengrillen to nowy projekt ikony współczesnego free jazzu Matsa Gustafssona z muzykami szwedzkiego Refused, twórcami pomnikowego „A Shape Of Punk To Come”, którzy właśnie wypuścili debiutancki materiał na rynek. To nie pierwsza współpraca Szweda z muzykami z kręgu grania bardziej hałaśliwego, by nadmienić tu choćby projekty dzielone z włoskim Zu, Thustonem Moorem, Merzbow, Balazsem Pandim, Jimem O’Rourkiem, Stephanem O’Malleyem czy Orenem Ambarchim. Backengrillen na tym tle wydaje się by tworem wyjątkowym, bo choć Gustafsson mocno naznacza tu swój styl, to w kierunku muzyki Refused ukłonów wydaje się być dużo mniej. Typowego punkowego szaleństwa na pograniczu mathcore’a tutaj praktycznie nie ma. Ba! Nawet typowego hc/punka jest tutaj mało. Jest za to punkowy, organiczny brud, niekłamane pokłady muzycznej autentyczności i świeżość, której często brakowało wydawnictwom Gustafssona w ostatnim dziesięcioleciu. „Backengrillen” zaskakuje surowością, repetytywnością i oszczędnością, ale jakże odmienną od tego co Szwed robił np. w Fire! Czy Fire! Orchestra. Pierwsze skojarzenia po przesłuchaniu debiutu Backengrilen wędrują w kierunku takich formacji jak Fall of Because, Godflesh czy GOD. To jest ten rodzaj pulsacji, kroczącego metrum, pewnej protoindustrialnej mechanizacji, która zachwycała przed 35 laty. Różnica polega na tym, że ten industrialny sznyt, ten metaliczny ciężar został z tych nagrań zdjęty. Backengrillen chwyta przestrzeń taplając się jednocześnie w punkowych szczynach i pierwotnym, prymitywnym syfie. Pomimo oszczędności i muzycznego ascetyzmu słychać, że nie ma tu mowy o amatorszczyźnie czy spontanicznym wybryku. Choć sam projekt opierał się na prostym koncepcie dekonstrukcyjnym, na repetycji doprowadzonej do granic sensu, to tego sensu tej muzyce nie brakuje. Ba! Powiedziałbym nawet, że umiar to słowo klucz w przypadku tego wydawnictwa i to stanowi jego największa siłę, będąc tym, czego trochę brakowało kilku ostatnim, ważniejszym wydawnictwom skandynawskiego saksofonisty. Pośród prostych, noiserockowych i punkowych akordów znalazło się mnóstwo miejsca na piękne partie fletu, saksofonowe pochody jak i mamucie, synkopowane dęte riffy Gustafssona napędzające jakże precyzyjne i przemyślane frazy pozostałych trzech członków kolektywu. Bez większego problemu można delektować się tłustymi partiami basu i masywnej perkusji. Brak gitar doskonale stwarza przestrzeń muzykom do wykreowania świata opuszczonego i opustoszałego, przez który, w towarzystwie frapujących dźwięków przedzieramy się przez blisko 50 minut i z każdym kolejnym odsłuchem chcemy wsiąkać w ten świat jeszcze bardziej. Materiał zaskakuje różnorodnością, bo obok stricte punkowego „Repeater” mamy transowy „A Hate Inferior” czy złowieszczo malowniczy „Backengrillen #1”. Ja osobiście cieszę się, że mam tą przyjemność posiadać nośnik od ponad miesiąca i regularnie delektować się tym wydawnictwem, bo nie mam wątpliwości, że jest to dla mnie murowany faworyt do końcoworocznych list. Absolutnie wspaniały album, błyskotliwy, bazujący na dotychczasowych doświadczeniach muzyków, a jednak przynoszący świeże spojrzenie, jakość i treść. Posiadana przeze mnie wersja CD jest wydana w formie czteropanelowego digipacka i oczojebny pomarańcz podkreślający zdobiącą całość grafikę doskonale oddają nastrój emanujący z dźwięków tu zarejestrowanych. Jeśli ktoś jest otwarty na jazz, na ciekawą i dobrze napisaną muzykę to ten album jest pozycją obowiązkową. Przegniłe fundamenty zamczyska, renta królowej i pół księżniczni dla tych Panów! A ja po prostu dziękuję za tak wspaniały materiał.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz