wtorek, 20 stycznia 2026

Recenzja Celestial Carnage „Divine Order”

 

Celestial Carnage

„Divine Order”

Iron, Blood and Death Corporation 2025

Celestial Carnage to trio z Santiago w Chile, a „Divine Order” jest ich debiutanckim wydawnictwem, które ujrzało światło dnia w zeszłym roku nakładem meksykańskiej Iron, Blood and Death Corporation. Jak Chile, to od razu wiadomo, że będzie srogo, choć tym razem nie aż tak charakterystycznie. Na początek krótkie intro, po którym Celestial Carnage ruszają powoli, ospale, niczym lokomotywa z wiersza Tuwima, by z czasem nabierać coraz większej prędkości. Muzyka, jaką znajdziemy na tym krążku, to black metal, wyraźnie zainfekowany starym thrashem z lat osiemdziesiątych. Bardziej zamykająca się w ramach prostoty, niż szukająca innowacyjnych rozwiązań, czy jakichś technicznych wygibasów. Słychać, że panowie wrzucili do gara drugofalowy black z lat dziewięćdziesiątych, i dokładnie wymieszali z wpływami takich klasyków jak Kreator czy Sodom. Echa tych drugich odbijają się  tak naprawdę gdzieś w tle przez cały album. Przyznać trzeba, że więcej w tych nagraniach europejskiego sznytu i skandynawskiego mrozu, niż typowej dla Ameryki Południowej dziczy. Jednak najwyraźniej tamtejsze zespoły i w tej stylistyce doskonale się odnajdują, bo nawet jeśli „Divine Order” nie grzeszy zbytnio oryginalnością, to niewiele tak naprawdę nie odstaje od klasycznych zespołów z Norwegii czy Szwecji. Z jednej strony mocno tu zawiewa chłodem, ale z drugiej, nie brakuje melodii. Może nie tak wyraźnie uwypuklonej, ale na tyle obecnej, że chwilami niektóre numery chce się najzwyczajniej w świecie ponucić pod nosem, jak choćby „Congenital Malformation”. Nie brak tu też fragmentów prostych, wręcz oklepanych, zwłaszcza kiedy Celestial Carnage przechodzą w klasyczny d-beat. Całość brzmi dość surowo, podług starego przepisu, szorstko i bez zbędnej polerki. Na zakończenie panowie częstują jeszcze coverem Desaster, który też w pewien sposób wyjaśnia, skąd w nich te niemieckie inspiracje. Myślę, że album ten ma w sobie spory potencjał, i warto poświęcić trzy kwadranse życia na odsłuchanie tego, co Celestial Carnage mają do zaoferowania. Gór to może nie przenosi, ale na pewno średniego światowego poziomu nie zaniża. Bardzo solidne granie.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz