Wstręt
„Enlightened Misantrophy”
Godz ov War Productions 2025
Recenzję
nowej epki tej warszawskiej kapeli można z powodzeniem rozpocząć parafrazą słów
Jana Brzechwy, bo Wstręt jest wstrętny, Wstręt jest zły. Panowie wysmażyli tym
razem cztery kawałki plus intro i srogo zamietli, ponieważ ich jednostajny i
gęsty death-black metal bardzo głęboko wżera się w jaźń. Robi to w prosty
sposób, nie siląc się na awangardowe współczesności, stawiając na pierwotne
instynkty w graniu zgniłej i mrocznej muzy. To „atawistyczne” nastawienie
skutkuje surową i hipnotyzującą diabelszczyzną, która opiera się na grubo
ciosanych riffach i intensywnych tremolo. Te obydwie formy kostkowania zostały
ubrane w odpowiednio ciężkie brzmienie, które wraz z żylastym basem i
przysadzistą perkusją generuje zwarte struktury. Struktury mocno oddziałowujące
na świadomość, która z każdą sekundą trwania tego materiału pogrąża się w coraz
to głębszych ciemnościach. Subtelnie zapodane melodie, które serwują,
wyłaniające się z głównych tekstur wysokotonowe zagrywki, wyraźnie nie świadczą
o przyjaznym nastawieniu tych dwóch Warszawiaków, bowiem ich charakterystyka nie
pozostawia złudzeń co do intencji twórców. To posępne i upiorne harmonie
wywołujące ciarki na plecach, co potęgują, stanowiące trzon utworów, mięsiste
akordy, które dodatkowo swym miażdżącym i równym tempem wprowadzają nieco
rytualnej, wpędzającej w trans atmosfery, skutecznie podsyconej przez złowrogie
growle wokalisty. „Enlightened Misantrophy” to wydawnictwo, które może nie
proponuje ekwilibrystycznych wygibasów ani złożonych i wypełnionych zwrotami
akcji aranżacji. Za to w niewyszukanym stylu i z niezwykłą precyzją trafiają w
czuły punkt każdego maniaka diabolicznego, przepełnionego trującymi wyziewami
death metalu, z którego oprócz zapachu śmierci sączy się piekielna smoła. Wstręt
w średnim tempie, lecz brutalnie, operując oszczędnie niuansami, niesie mrok i
bluźnierstwo. Polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz