Sardonic
Allegiance
„Coast
II”
Independent 2026
Sardonic Allegiance to duet pochodzący z Holandii.
Panowie debiutowali już dość dawno, bowiem półtorej dekady temu, EP-ką
„Germania Inferior”. Rok temu wydali kolejną, „Coast I”, by teraz po raz trzeci
zaEPkować z „Coast II”. Jako iż jest to materiał krótki, postanowiłem zrobić z
nim mały sparring, lecz szybko okazało się, że to jednak nie jest przeciwnik z
mojej kategorii wagowej. Jeśli dodam, że żaden ze mnie Herkules, to możecie się
już domyślać, iż rewelacji po tych czterech kompozycjach oczekiwać nie możecie.
Panowie tworzą black metal. Taki, szczerze mówiąc, bez Diabła. Ugrzeczniony,
melodyjny i nad wyraz uczesany. Najczęściej przewijającymi się, zauważalnymi
inspiracjami, jest Emperor, ale raczej ten z późniejszego okresu, powiedzmy
okolic „IX Equilibrium”. Ponadto sporo w tych melodiach klimatu Dark Funeral,
znów z okresu, kiedy to zespół ten zaczynał już zjadać własny ogon i stawał się
bardziej parodią, niż czymś wartym uwagi. Chwilami można też odnieść się
bezpośrednio do Dimmu Borgir (i, znów, nie będzie to okres „For All Tid” /
„Stormblast”). Panowie bardzo wyraźnie starają się zatem czerpać ze
Skandynawii, głównie z wzorców norweskich, i wychodzi im to nawet zgrabnie.
Szkoda tylko, że wzrok skierowali na lata dwutysięczne, kiedy to ów black metal
stawał się coraz bardziej rozwodniony i przyjazny słuchaczowi. Drażnią mnie te
słodkawe, radosne wręcz melodyjki (no weźmy choćby pod lupę początek ostatniego
na play liście „Prodigious Night (The Serceress)”, to jest black metal czy
wiejska potańcówka?), klawiszowe podkłady, a przede wszystkim drażni mnie
brzmienie, nie mające z erą piwniczną kompletnie nic wspólnego. Perkusja (choć
nie do końca jestem pewien, czy za zestawem siedziała istota żywa, obstawiałbym
raczej automat) to jest jakaś tragedia. Polerka i szpitalny spirytus. Gdybym
był złośliwy, to kusiłbym się o kilka konkretniejszych przytyków (na przykład
wskazał palcem, który riff z której płyty został podpierdolony), ale zdaję
sobie sprawę, że nawet takie niezbyt oryginalne granie ma swoich amatorów.
Jeśli zatem black metal z okolic roku dwutysięcznego, i wymienione powyżej
zespoły w stadium przekwitu są waszą filiżanką herbaty, to pewnie i „Coast II”
przypadnie wam do gustu. Ja stąd spadam, bo istnieje uzasadniona obawa, że się
porzygam.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz