środa, 28 stycznia 2026

Recenzja Koldbrann / Tilintetgjort „Den Klandestine Kjerne / Eons in Oblivion”

 

Koldbrann / Tilintetgjort

„Den Klandestine Kjerne / Eons in Oblivion”

Dark Essence Records 2026

Pierwszy kawałek tego splitu należy do Koldbrann i jest niejako „zaniechanym” numerem, gdyż Norwedzy postanowili nie umieszczać go na ostatniej płycie i poczekać na jego prezentację w późniejszym terminie. Ten czas nadszedł i oto można posłuchać sobie „Den Klendestine Kjerne” na tym krótkim wydawnictwie. To pięć minut kwintesencji grania tej kapeli. Dobrze słyszalny bas, dość przysadzista jak na ten gatunek perkusja i ziarniste gitary. Wraz z nieprzyjaznymi wokalizami Mannevond’a płyną w średnim tempie, zsyłając styczniową temperaturę i sporo złowieszczego klimatu. Zdecydowane, momentami wręcz rytualne akordy mieszają się z lodowatymi tremolo i uwierają swym natarczywym usposobieniem, które Koldbrann podkreślają atmosferycznym separatorem pod koniec tej kompozycji, wyciszając na chwilę diabelskie tortury, aby za chwilę powrócić do szybszego smagania. Gdy kończą panowie z Drammen, wkracza brygada z Oslo, która dwa lata temu wydała swój debiutancki album, niosący ze sobą niekonwencjonalne podejście do black metalu. „Eons in Oblivion” jest nową i zapowiadającą nadejście nowego krążka Tilintetgjort kompozycją, która bardzo dobrze daje sobie radę w zestawieniu z poprzedzającą propozycją od Koldbrann. To również pięć minut „kołysania” w norweskim stylu, tyle że w szybszym tempie. Dzikie, świdrujące tremolando i biczujące riffy, suną ostro do przodu, częstując spazmatycznie brzmiącymi dźwiękami, które ten kwartet doprawił szalonymi bębnami, które potrafią uraczyć także świetnie wkręcającymi się d-beat’ami. Swoją tendencją do mniej oczywistych rozwiązań w black metalu, Tilintetgjort wybrzmiewa w tym utworze jako pełna nieokiełznanej wściekłości grupa, która jednak tym razem zrezygnowała na chwilę z bardziej awangardowych rozwiązań, stawiając jednocześnie na granie bliższe tradycyjnemu ujęciu. Niedługa to składanka, która powinna na dziesięć minut zadowolić każdego fana siarczystego black metalu.

shub niggurath

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz